Zrugać, dać lanie, a może zabronić korzystania z internetu czy odwołać zapowiedziane wakacje? Jaką karę wymierzyć, gdy zamiast świadectwa z paskiem nasza pociecha ma marne trójczyny? A może trzeba przede wszystkim zapanować nad emocjami i ułożyć plan na przyszłość. O tym, jak zacząć wakacje po kiepskim roku szkolnym, pisze Karolina Sternal.
Któż z nas nie zna tego uczucia, gdy po uroczystym zakończeniu roku szkolnego noga za nogą, wybierając najdłuższą drogę wracaliśmy do domu. Jeśli nawet w tym momencie rodzice byli jeszcze w pracy, to i tak było wiadomo, że w końcu padną te straszne słowa: Kochanie, pokaż świadectwo. Niby już wcześniej wiedzieli, że na tytuł prymusa to w tym roku nie zapracowaliśmy, ale co innego dowiedzieć się raz o słabych ocenach z biologii, innym razem z polskiego, a jeszcze innym z matematyki, a co innego zobaczyć cały sznur miernych cenzurek.
I w tym momencie zaczynało się. W najlepszym razie mama podnosiła oczy i smutnym głosem pytała, dlaczego? W najgorszym - po tej pierwszej rozmowie przychodził czas na spotkanie z ojcem, który wiele nie dyskutując, spuszczał solidne lanie. Czasy się zmieniają, zmienia się szkoła, zmieniają się postawy rodziców, ale jedno pozostaje bez zmian. Problem, jak pokazać słabe świadectwo i jak rodzice powinni reagować na niepowodzenia dzieci tak, aby za rok było się z czego wspólnie cieszyć.
Jak mógł się nie uczyć?!
- Muszę się przyznać, że miałam wtedy dość sporo na głowie. Dom, nowa praca, choroba ma-my, więc sprawę szkoły syna odsunęłam na plan dalszy. Nie miał nigdy problemów z nauką, więc uznałam, że tak będzie nadal - opowiada Justyna, mama 10-letniego Adasia. - Z niecierpliwością czekałam na koniec roku, gdyż już był ustalony cały plan, gdzie i jak Adam spędzi wakacje. W ten sposób miał zapewnioną opiekę, a ja mogłam jakoś podołać obowiązkom. Gdy zobaczyłam świadectwo, na którym nie było żadnej piątki, tylko dwie czwórki, a reszta to tróje, to ogarnęła mnie złość, żal. Jak mógł tak zaniedbać szkołę, gdy ja w tym czasie stawałam na głowie, aby ze wszystkim sobie poradzić?
Justyna krzyczała, syn płakał, a ona jeszcze bardziej tym zdenerwowana kazała mu iść do pokoju i przemyśleć swoje postępowanie.
- Przychodziły mi do głowy różne pomysły, co tu z nim zrobić, aby doszło do niego, że nie można lekceważyć nauki. Zaleźć jakiś obóz harcerski, na którym będą go musztrować, a może zorganizować mu korepetycje na każdy dzień, gdy ja będę w pracy. To były głupie pomysły - przyznaje Justyna po roku od tamtej chwili. - Dobrze, że zamiast wywoływać kolejną awanturę, poszłam do mamy. Choć chora, to potrafiła trzeźwo spojrzeć na sprawę i uwiadomić mi, że świat się nie zawalił z powodu trójek na świadectwie Adasia, a za rok może być lepiej.
Ona nie jest głupia
Iga kończy właśnie gimnazjum i wszystko wskazuje na to, że nie będzie miała kłopotów z dostaniem się do liceum, które sobie wybrała. Ale dwa lata temu, gdy przyniosła świadectwo z pierwszej klasy, jej ojciec wpadł w szał.
- Właściwie nie wiem dokładnie, dlaczego się wtedy zainteresował moim świadectwem. Wcześniej tego nie robił. Wystarczyło, że mama coś na ten temat powiedziała i na tym się kończyło - wspomina nastolatka.
- W tym dniu do pracy przy-szło kilkoro dzieci ze świadectwami. Koledzy chwalili się, pokazywali te z czerwonymi paskami i pytali, jak tam poszło Indze - tłumaczy Szymon, ojciec Ingi. - Nie wiedziałem, co odpowiedzieć, więc gdy wróciłem do domu, od razu chciałem zobaczyć świadectwo córki. Miałem jeszcze w oczach te czerwone paski, piątki od góry do dołu, a tu zobaczyłem sznurek słabych stopni. Co to jest? Przecież ona nie jest głupia!
Szymon ciskał się przez kilka dni, na zmianę oskarżając i rozliczając córkę i żonę.
Na szczęście w miejscu pracy okazało się, że oprócz rodziców prymusów, pracują też rodzice dzieci, które naukę traktowały mniej ambitnie.
- Taka prawdziwa chęć do nauki przyszła mi w połowie drugiej klasy. Wprawdzie miałam trochę zaległości, ale tym razem ojciec mi pomógł - kończy Inga.
Radykalny plan na wakacje
Adrian jedne przedmioty lubi, innych nie. Z jednych miał piątki, a z innych jakoś tam dawał sobie radę. I tak mijał rok za rokiem w szkole podstawowej. Rodzice przekonywali, prosili, zapowiadali nagrody, ale niewiele to dawało.
- Kiedy skończył piątą klasę i znowu przyniósł świadectwo, które nie różniło się od poprzednich, to zdecydowaliśmy z mężem, że trzeba podjąć radykalne kroki - opowiada Ewa, mama Adriana. - Odłączyliśmy inter-net, odebraliśmy rower, rolki, kieszonkowe. Zakazaliśmy wychodzenia z kolegami i wyjazdów na basen. Podzieliśmy między siebie przedmioty, z których syn miał słabe oceny i zaczęliśmy przerabiać z nim materiał.
Gdzieś w połowie wakacji cała rodzina miała dość.
- Przemyślałam sprawę po rozmowie z koleżanką mojej kuzynki, której syn miał podobne wyniki w nauce. Mąż też dał się przekonać i uznaliśmy, że musimy wspierać Adriana, nawet jeśli nie ze wszystkich przedmiotów będzie miał piątki - mówi Ewa. - Mam nadzieję, że w kolejnych szkołach syn nie będzie miał gorszych kłopotów.
Głupcze, nic z ciebie nie będzie?!
Jak rozmawiać o słabych ocenach na świadectwie, radzi psychoterapeutka Jolanta Karmolińska, dyrektor Poradni Pedagogiczno-Psychologicznej w Lesznie
Mieliśmy nadzieję, że nasze dziecko jednak jakoś się zepnie i choć trochę poprawi oceny. A tu nic. Świadectwo marne, pociecha udaje, że się nic nie stało, a nas krew zalewa, bo przecież tak się staramy, aby niczego jej nie brakowało. Co robić?
Zacznijmy od tonu głosu i postawy. Należy zapanować nad emocjami, nad chęcią gwałtownego wyrzucenia z siebie własnych żalów. Nie stójmy nad dzieckiem i nie zaczynajmy od podniesionego głosu i oskarżycielskiego pytania: dlaczego? Najlepiej zanim sięgniemy po świadectwo, usiądźmy wspólnie przy stole, na kanapie. Jeśli rodzic systematycznie interesuje się nauką dziecka, to jeszcze zanim weźmie świadectwo do ręki, to już wie, że nie będzie ono najlepsze. Mimo wszystko, należy jednak porozmawiać o tym. Koniec roku szkolnego, to koniec kolejnego etapu w życiu dziecka, to pewne podsumowanie jego pracy. Dlatego bez względu na wyniki ten moment nie powinien przejść przez echa. A najlepszym sposobem jest rozmowa, poświęcenie dziecku naszego czasu i uwagi.
Jeśli nie kategoryczne: dlaczego, to jak ta rozmowa powinna przebiegać?
Rodzic ma prawo spodziewać się od swojego dziecka lepszych ocen i zaczynając rozmowę, warto o tym powiedzieć, ale spokojnie. Zamiast: dlaczego, zapytajmy: jak do tego doszło, że masz takie oceny? W przypadku, gdy tylko z dwóch, trzech przedmiotów oceny są poniżej oczekiwań i możliwości dziecka, to zapytajmy się konkretnie o ten przedmiot. Ale najważniejsze, aby rozmowa była spokojna i rzeczowa. Najgorszym sposobem jest obrzucenie dziecka epitetami w stylu: jesteś leniwy, głupi, nic z ciebie nie będzie. Nie spodziewajmy się po takim naszym wybuchu pozytywnej reakcji z drugiej strony. Na to, że dziecko powie nam o czymś ważnym, prawdziwym. To głównie od nas zależy, jak ta rozmowa przebiegnie i jakie będą jej skutki na przyszłość.
To niełatwe zadanie dla rodzica.
No cóż, wychowanie dzieci nie jest zadaniem łatwym i prostym.
Wracając do naszej sytuacji. Spokojnie i rzeczowo zapytaliśmy, jak do tego doszło. Co dalej? Wyznaczamy karę, bo sądzę, że lanie nie wchodzi w ogóle w grę?
Bicie nie rozwiązuje niczego w żadnej sytuacji. Karanie to też nie jest rozwiązanie. Nie wolno karać za brak osiągnięć, gdyż to jeszcze bardziej obniża poczucie własnej wartości u dziecka. Jeśli podejmiemy rozmowę, to czegoś się dowiemy. Może się okaże, że dziecko nie zrozumiało jakiejś partii materiału i stąd wzięły się dalsze problemy. Może chodzi o kontakt z nauczycielem albo jakieś inne sprawy, które przyczyniły się do gorszych wyników. W tej sytuacji warto zaoferować pomoc. Pytamy więc: co mogłoby ci pomóc, co możemy zrobić, abyś w przyszłym roku miał lepsze oceny. Pamiętajmy jednak, że to dziecko ma powiedzieć, jakiej pomocy potrzebuje. W ten sposób dochodzimy do ustalenia planu na przyszłość, na nowy rok szkolny. Warto do niego wrócić tuż przed rozpoczęciem nauki, po wakacjach, i jeszcze raz się upewnić, czy ustalony sposób wsparcia jest wystarczający. Warto też wtedy zmotywować dziecko do nauki, podkreślić, że jest to ważne.
Czy w tych planach powinniśmy ująć nadganianie zaległości powstałych w trakcie roku szkolnego, który właśnie się skończył?
Wakacje są po to, aby dziecko wypoczęło, a nie od tego, aby siedziało przy książkach. Nie stosujmy też zasady, że zamiast na wymarzony obóz, wyślemy za karę dziecko do babci czy cioci. W ten sposób możemy tylko narobić kłopotu sobie i rodzinie zachowaniem wrogo nastawionego syna czy córki. Zachęcam do tego, aby bez względu na wyniki w nauce, spędzić wakacje w taki sposób, w jaki zostały one już zaplanowane. Najlepiej tak wszystko zorganizować, aby część wakacji spędzić razem, całą rodziną. I niech to będzie czas, który wszystkim naładuje akumulatory - nam do wypełniania obowiązków zawodowych i domowych, a dzieciom do wejścia z optymizmem w nowy rok szkolny.