Ostatnio pisałem o muzyce weselnej, dziś dla równowagi: historia najbardziej znanego utworu żałobnego wszech czasów.
Mówi się, że muzyka łączy ponad podziałami politycznymi, geograficznymi, ideologicznymi. Zwłaszcza w przypadku Leonida Breżniewa, Johna Fitzgeralda Kennedy'ego i Lecha Kaczyńskiego jest to prawdą. "Marsz żałobny" z "Sonaty b-moll" Chopina grany był na pogrzebie każdego z nich, co stanowi ładny wkład polskiej sztuki w polityczny ekumenizm.
Utwór towarzyszył w ostatniej drodze niezliczonej ilości notabli i zwykłych szaraczków, wliczając w to samego Chopina.
W gruncie rzeczy jednak "Marsz żałobny z Sonaty b-moll" nie był pisany z myślą o pogrzebach, a raczej z przypływu uczuć patriotycznych. Chopin napisał go 28 listopada 1837 w wigilię rocznicy powstania listopadowego (ależ ładnie to przegraliśmy!), którą, jak podaje Mieczysław Tomaszewski, w Paryżu w środowisku Wielkiej Emigracji obchodzono z nadzwyczajnym pietyzmem.
Marsz powstał na dwa lata przed samą sonatą, ale to ona jest znana dzięki niemu, nie na odwrót, "Sonata b-moll, rzec można, "urosła wokół marsza", pisze wspomniany Tomaszewski.
Oprócz miłości do ojczyzny w
marcia funebre można znaleźć także coś innego. Frycek w tamtym czasie był w kiepskiej kondycji zdrowotnej. Tzn., facet prawie zawsze był w takiej kondycji, ale tu chodzi o NAPRAWDĘ kiepską formę, skoro miewał tego typu majaki:
"Kiedy w gronie przyjaciół angielskich grałem moją Sonatę b-moll zdarzyła mi się przygoda niezwykła. Wykonałem - mniej więcej poprawnie, Allegro i Scherzo - i już miałem zacząć Marsza, gdy nagle ujrzałem wyłaniające się z na wpół otwartego pudła fortepianu przeklęte widziadła, te które pewnego wieczoru ukazały mi się w Chartreuse. Musiałem wyjść na chwilę, żeby ochłonąć, po czym bez słowa zacząłem grać dalej"
Parodii i nawiązań do "Marsza..." było w popkulturze tak wiele, że pozwolę sobie wymienić tylko jeden muzyczny cytat, za to najlepszy.
Pochodzi z płyty, O KTÓREJ nie wolno nie słyszeć I KTÓREJ nie wolno nie słyszeć, "The Complete Louis Armstrong & Duke Ellington Sessions". Kawałek nazywa się "Black and Tan Fantasy" i został napisany przez Ellingtona i Bubbera Mileya. Kunszt muzyków słychać od pierwszych akordów fortepianu przez rwany, marszowy break Satchmo po miażdżącą kodę ze słynnym motywem ze słynnego utworu słynnego Polaka
Sama "Fantazja" dostała się nawet do Grammy Hall of Fame Award, w której lądują kompozycje "o wielkiej jakości i doniosłym znaczeniu historycznym", mamy więc kolejny wkład Chopina w rozwój światowej (pop)kultury.
Duma mnie rozpiera i Was też powinna. Z tym że, nie wiem jak Wy, ale ja mam raczej mieszane uczucia, gdy uświadomię sobie, że najbardziej znana polska kompozycja grywana jest głównie na pogrzebach. Symptomatyczne?