Depresja "czarnego psa" i wszystkie demony Andreasa Lubitza....

    Depresja "czarnego psa" i wszystkie demony Andreasa Lubitza. Dlaczego pilot wybrał śmierć?

    Tony Allen-Mills, Bojan Pancevski

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Śledczy wynoszą rzeczy z mieszkania Andreasa Lubitza
    1/6
    przejdź do galerii

    Śledczy wynoszą rzeczy z mieszkania Andreasa Lubitza ©Martin Meissner

    Powodem desperackiego kroku, który kosztował życie 150 osób w katastrofie airbusa linii Germanwings, były zdrowotne problemy drugiego pilota Andreasa Lubitza. Pogarszał mu się wzrok, popadał też w stany depresyjne.
    Marzył, aby zostać kapitanem samolotu pasażerskiego… ale wiedział, że nigdy nie zrealizuje swojego marzenia. Pilot, który uderzając samolotem w alpejskie zbocze, zabił 149 osób, zmagał się z chorobą psychiczną grożącą końcem kariery.

    Zwolnienie lekarskie oznaczało dla Andreasa Lubitza zawodowy wyrok śmierci. Przez lata walczył z własnymi demonami, które sprawiły, że musiał przerwać szkolenie. Te same demony przeszkadzały jego związkom z kobietami. Przynajmniej dwóch lekarzy oświadczyło mu wprost - Jest pan zbyt chory, by latać.

    ANDREAS LUBITZ MIAŁ ZOSTAĆ OJCEM. KATHRIN GOLDBACH URODZI DZIECKO PILOTA GERMANWINGS


    W ubiegłym tygodniu w swoim mieszkaniu w Düsseldorfie Lubitz podarł zwolnienie lekarskie na strzępy i wyrzucił do kosza na śmiecie. Zrozumiał, że jego dziecięce marzenie latania po świecie właściwie dobiegło kresu.


    Andreas Lubitz uczy się latać jako nastolatek


    - Marzył o jednym - że zostanie kapitanem Lufthansy i będzie latać na rejsach długodystansowych - mówi jego była partnerka dziennikowi "Bild". - Powiedziała też, że w ubiegłym miesiącu w końcu doszło do niego, iż jego marzenia nigdy się nie spełnią z powodu zaburzeń psychicznych - dodaje dziennikarz John Puthenpurackal.

    Lubitz znakomicie wykorzystał restrykcyjne niemieckie prawa dotyczące ochrony prywatności. Gdy jako drugi pilot podejmował pracę w należącej do Lufthansy linii Germanwings, z powodzeniem zataił stan swojego zdrowia. - Miał pełne prawo latać bez żadnych ograniczeń - mówił w ubiegłym tygodniu dyrektor generalny narodowego niemieckiego przewoźnika Carsten Spohr.
    Jednak śledczy badający akta personalne Lubitza odkryli, że leczył się u kilku neurologów i psychiatrów. Powód? Cierpiał na "poważaną postać syndromu przeciążenia". Dolegliwość ta potencjalnie osłabia możliwość wykonywania zawodu. Lubitzowi pogarszał się też wzrok, co dodatkowo zagrażało jego dalszej karierze pilota. Również i w tym przypadku szukał pomocy u specjalisty.

    W jego mieszkaniu odkryto duże ilości leków sprzedawanych tylko na receptę. Służyły poprawie stanu psychicznego. W dalszym ciągu jednak latał, nie wzbudzając żadnych podejrzeń ze strony kolegów. Podjęta we wtorek - mimo przeciwwskazań - decyzja o locie do Barcelony i z powrotem skończyła się katastrofą.

    W sobotę rodziny 149 ofiar tego tragicznego rejsu zebrały się w Seynes-les-Alpes na nabożeństwie żałobnym. Wśród pogrążonych w smutku ludzi znajdował się także ojciec Lubitza. Burmistrz pobliskiej miejscowości Prads-Haute-Bléone miał okazję z nim rozmawiać. - Był absolutnie załamany rzezią, jakiej dokonał jego syn. Miałem wrażenie, że dźwiga na swoich barkach całą odpowiedzialność za tę przerażającą tragedię. Tak wygląda człowiek, którego życie legło w gruzach.

    Kilka kilometrów dalej ekipy poszukiwawcze kontynuują swoją niesłychanie trudną pracę. Szukają szczątków zwłok. - Jak dotąd nie udało się nam odnaleźć choćby jednego całego ciała. Same kawałeczki - mówi jeden z ratowników.

    W sobotę śledczy potwierdzili, że dzięki próbkom DNA zidentyfikowali szczątki Andreasa Lubitza. Nie ustalono jednak jeszcze, czy przed lotem przyjmował jakieś lekarstwa.

    Niemieccy śledczy wciąż badają historię chorób sprawcy. Tymczasem europejskie linie lotnicze już mówią o konieczności zmiany przepisów dotyczących przebywania pilotów kabinie. Żaden pilot nie powinien przebywać w niej sam.

    Takie zapowiedzi wywołały jednak natychmiastowe kontrowersje wśród samych pilotów. Twierdzą oni, że żadne automatyczne zmiany procedur bezpieczeństwa nie rozwiążą problemu badań dotyczących zdrowia psychicznego, przeżywanego przez nich stresu i korporacyjnej odpowiedzialności.
    1 3 4 »

    Czytaj treści premium w Kurierze Lubelskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    zarobki

    Adam S. (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    W sumie fajne te niskie zarobki, kupić sobie od tak dwa nowe Audi...

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Faux pas

    Gość (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 3 / 2

    Kosz na "śmiecie" ? Na takim portalu? Serio?

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo