Lampedusa to tylko przystanek w drodze do raju [REPORTAŻ O...

    Lampedusa to tylko przystanek w drodze do raju [REPORTAŻ O NIELEGALNYCH IMIGRANTACH]

    Tony Allem-Mills

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Nielegalni imigranci na Lampedusie. Czekają na prom na Sycylię
    1/2
    przejdź do galerii

    Nielegalni imigranci na Lampedusie. Czekają na prom na Sycylię ©Francesco Malavolta

    Ryzykują wiele, nawet utratę życia, byle tylko dostać się do lepszego świata. A za taki uznają bogatą Europę. Aby jednak do niej dotrzeć, nielegalni imigranci muszą prymitywnymi łodziami pokonać morze. Wielu z nich tonie.
    Mały katolicki cmentarz na położonej na Morzu Śródziemnym włoskiej wyspie Lampedusa. Ojciec Mimmo Zambito uważnie przechodzi między liczącymi setki lat rozpadającymi się grobowcami i rodzinnymi kryptami. Zatrzymuje się przed płytą oznaczająca grób bezimiennego imigranta. Jego ciało morze wyrzuciło na skalistą plażę.

    Na płycie widnieje data 29 września 2000 r. Inne płyty nagrobne potwierdzają, że imigranci z Afryki giną w przybrzeżnych wodach już od co najmniej ćwierć wieku.


    - Ludzie odwiedzający naszą wyspę zawsze pytają o to samo: - Jesteście zmęczeni imigrantami? Jak można żyć, gdy ulice są tak przepełnione przybyszami z Afryki? - mówi ksiądz Zambito.

    Pytania takie nasuwają się same. Lampedusa liczy tylko sześć tysięcy mieszkańców. Ale w budowanym z myślą o najwyżej 300 imigrantach ośrodku dla uchodźców tłoczy się ich aż 1400!

    W lecie uliczki wysepki zapełniają zawsze europejscy turyści. Przyciągają ich uroczy port, piaszczyste plaże i słoneczny klimat. W ubiegłym tygodniu widziałem, jak miejscowe place szczelnie wypełniali Afrykanie mówiący w tuzinie języków. Błagali przechodniów o pomoc w wykonaniu telefonu lub wymianie waluty.

    - Jasne, że ludzie narzekają - mówi 51-letni Zambito. - Ale gdy nadchodzi noc i do brzegu dopływa łódź z ośmioma kobietami w ciąży oraz 20 dziećmi, a ty widzisz, że wszyscy oni uciekają od czegoś naprawdę złego, są zrozpaczeni, nie możesz narzekać. Po prostu im pomagasz. Tak przecież trzeba.

    CZYTAJ TAKŻE: Katastrofa kutra z imigrantami. Ocaleni: Słyszeliśmy wołania o pomoc, pływaliśmy wśród ciał

    W ciągu ostatnich kilku dni kwestia wyzwania, jakie stanowi takie życzliwe podejście, rozszerzyła się z Lampedusy na kilka innych włoskich portów. Od Palermo, Trapani i Katanii na Sycylii do Reggio di Calabria na stałym lądzie lokalne społeczności uprzednio będące na marginesie kryzysu imigracyjnego teraz nagle znalazły się na pierwszych liniach frontu. Wszystko dlatego, że w ramach coraz większego exodusu z Libii docierają tu tysiące nowych przybyszów.

    Gdy w przeszłości do włoskich brzegów zaczęły napływać pierwsze kutry pełne przerażonych Afrykańczyków, organizacje antyimigracyjne żądały, aby odsyłać ich z powrotem i nie przyjmować.

    - Z całą mocą musimy powiedzieć "nie" każdemu nowemu przybyszowi - grzmiał lider prawicowej Ligi Północnej Matteo Salvini.
    Inni z cierpkim wyrzutem w głosie narzekają, że Europa zostawiła Włochy na lodzie, gdyż nie potrafiła rozwiązać trwającego od dawna w Libii kryzysu.

    - Słyszeliśmy tyle pięknych deklaracji na temat praw człowieka - mówi, nawiązując do europejskich agencji rządowych, jeden z przedstawicieli władz sycylijskich. - Jednak gdy jest czas działać i pomóc ludziom znajdującym się w fatalnej sytuacji, agencje te nagle gdzieś znikły.

    Pojawiły się wezwania do blokady libijskich portów oraz groźby operacji włoskich wojsk przeciw bastionom rebeliantów, gdzie przemyt ludzi stał się niezwykle zyskownym biznesem.

    Paolo Riva z mającej siedzibę w Mediolanie organizacji charytatywnej bada właśnie sytuację na Lampedusie. Przyznaje, że włoska opinia publiczna stała się niebezpiecznie wrogo nastawiona do imigrantów. - Ludzie widzą kryzys gospodarczy, biednieją, a rząd pomaga "pieprzonym czarnuchom". Taka panuje opinia. Obrona imigrantów nie przynosi dziś żadnych korzyści politycznych.

    Jednak gdy szereg ostatnich tragicznych wypadków wzbudził więcej sympatii do przybyszów, przynajmniej część tego poczucia gniewu zmieniała się w przerażenie. Jasno zrozumiano też, jak głębokiej implozji uległa sama Libia.

    Ubiegły tydzień zaczął się zatonięciem co najmniej 300 osób. Przewrócił się kuter, którym płynęli z Libii. Trzy dni wcześniej, jak poinformowała policja w Palermo, władze postawiły 15 muzułmanom z Afryki zarzut wyrzucenia za burtę co najmniej 12 chrześcijańskich pasażerów. Utonęli. Przedtem wybuchła tam kłótnia o kolejność i miejsce modlitw.
    1 »

    Czytaj treści premium w Kurierze Lubelskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Komu zależy na biednej Afryce?

    fj (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2 / 4

    Komuś w końcu zależy na biednej i zacofanej Afryce. A ci imigranci nie przyniosą niczego dobrego. Owszem, będzie sporo wyjątków, ale w UE to nie raj. Rynek pracy się kurczy, poza tym miną lata,...rozwiń całość

    Komuś w końcu zależy na biednej i zacofanej Afryce. A ci imigranci nie przyniosą niczego dobrego. Owszem, będzie sporo wyjątków, ale w UE to nie raj. Rynek pracy się kurczy, poza tym miną lata, zanim imigranci nauczą się lokalnego języka, nauczą się żyć w innej kulturze. Lata miną, a oni dalej będą siedzieć w gettach na obrzeżach miast, ich szanse na zmianę swojej sytuacji życiowej będą bliskie zera, wejdą w radykalny islam. To już się dzieje we Francji. zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo