Chiński nowy rok rozpocznie się dopiero 23 stycznia. Będzie to rok Smoka. 23 stycznia 2012 roku, według naszego kalendarza, Smok połknie Królika, który miłościwie patronował poprzedniemu.
A u nas? Niewątpliwie ten, który już nastał, będzie dla nas rokiem Euro, chociaż nie tylko. Wystarczy zerknąć w kalendarz, aby przekonać się, że mamy olbrzymie nagromadzenie świąt w pobliżu sobót i niedziel. Daje to miłośnikom labowania rzadko powtarzalną okazję do tworzenia, łącznie z kilkoma dniami urlopu, najdłuższych weekendów Europy, a może nawet i świata. Stąd ten bieżący można śmiało nazwać rokiem weekendowicza, zwanego poza salonami, rokiem lenia. Niech Chińczycy nie chwalą się, że tylko u nich każdy rok ma swojego patrona. My nie wypadliśmy sroce spod ogona i "niechaj skośnoocy po wsze czasy znają, że Polacy nie gorsi i rok lenia mają". Świętować to my potrafimy, że ho, ho!
Początek bieżącego roku był jednak dla miłośników długich wypoczynków fatalny. Nowy Rok, który ustawowo jest dniem wolnym od pracy, przypadł bowiem w niedzielę. Nic to, gdyż kilka dni później labowaliśmy przez trzy dni: od 6 do 8 stycznia. To dar naszych parlamentarzystów z prawej strony sceny politycznej, którzy hojną ręką dali nam dzień wolny w święto Trzech Króli. I cześć im za to, chociaż pracodawcy tego by nie powiedzieli...
Przez luty i marzec same monotonne dni pracy, ale za to w kwietniu i maju prawdziwy festiwal długich weekendów! Zaczyna się od trzech dni wolnych w Wielkanoc i przylegającą sobotę, ale to normalka. Coś jednak obiecującego zaczyna się wykluwać dla odpoczynkowiczów. Coraz śmielej, po sukcesie z dniem wolnym w Trzech Króli, zaczyna się mówić o dniu wolnym w Wielki Piątek. Padają argumenty, że jeśli Niemcy, Finowie i ktoś tam jeszcze ma ten dzień wolny, to dlaczego u nas nie uhonorować Wielkiego Piątku? Oczywiście dniem wolnym od pracy. Na razie jeszcze przyjdzie nam w tym roku pracować w przedświąteczny piątek, ale wszystko jeszcze przed nami...
Przełom kwietnia i maja to prawdziwy raj dla weekendowiczów. Labowanie można już zacząć w sobotę 28 kwietnia i zakończyć je dopiero w niedzielę 8 maja. Aby tego dokonać, wystarczy wziąć trzy dni urlopu, a może nawet dwa, jako że drugiego maja (Dzień Flagi Narodowej) mało gdzie się pracuje.
W czerwcu czterodniowy odpoczynek za jeden dzień urlopu lub enigmatyczne odrabianie piątku między Bożym Ciałem a niedzielą ( 7-10). Lipiec bez rewelacji, ale za to sierpień! Dziewięciodniowy wyjazd (11-19) przy 4 dniach urlopu. A pogoda w sierpniu bywa łaskawa. Żyć i nie umierać! Potem pustka aż do przełomu października i listopada. I potem gratka weekendowa. Można od 27 X do 4 XI, przy czterech dniach urlopu, nurzać się w nieróbstwie, podobnie jak w sierpniu, przez 9 dni. I wreszcie hit sezonu: grudniowy weekend od 22 grudnia do Nowego Roku - 11 dni beztroskiego lenistwa przy czterech dniach urlopu, ewentualnie pięciu jeśli jakiś bezlitosny pracodawca każe pracować w Wigilię. Dla najbardziej rozmiłowanych w lenistwie istnieje nawet możliwość separacji od znienawidzonej pracy aż do 6 stycznia, ale trzeba dobrać jeszcze trzy dni urlopu.
I pewnie warto, bo w następnym roku zaraz na początku niefart: Trzech Króli przypada w niedzielę...