Jutro przylecą mewy

    Jutro przylecą mewy

    Artur Borkowski

    Kurier Lubelski

    Aktualizacja:

    Kurier Lubelski

    Kiedy cztery lata temu zapytałem Burke Shelleya, gdzie leży Lublin, po chwili zastanowienia odparował pytaniami: Północ Polski? Niedaleko od Warszawy?
    Dzisiaj lider walijskiego trio Budgie nie tylko doskonale wie, gdzie ów Lublin, ale chętnie tu wraca. Koncert, który w 2004 roku dał wspólnie z kolegami na lotnisku w Radawcu zapadł mu z pewnością w pamięci nie tylko dlatego, że okazja była szczególna - wejście Polski do Unii Europejskiej, ale przede wszystkim z racji przyjęcia przez publiczność. Było gorące, żeby nie powiedzieć entuzjastyczne.

    Zresztą Budgie zawsze się cieszyło nad Wisłą ogromną estymą. Kiedy jeszcze nie były dostępne u nas ich płyty, teraz zresztą też niełatwo je kupić, człowiek nastawiał ucho na radiową Trójkę i audycję "Mini-max" Piotra Kaczkowskiego i słuchał, słuchał... Rok 1971 - pierwsza płyta Walijczyków "Budgie". Takie z niej utwory, jak "Guts", "Homicidal Suicidal", "Nude Desintegrating", "The Author" czy króciutki, bo trwający zaledwie minutę i czterdzieści jeden sekund, kawałek "You And I" przeszły do klasyki muzyki rockowej. Trio Shelley, Tony Bourge, Ray Phillips grało prosto, instrumentalne umiejętności muzyków były takie a nie inne, ale w sposób niesamowicie dojrzały i bezpretensjonalny.

    Rockmani rodem z Cardiff nagrali i wydali szesnaście albumów, ale tylko do płyty sprzed trzydziestu pięciu (!) lat mogę wracać niemal codziennie. Fani Budgie wiedzą oczywiście doskonale, że myślę o krążku "Never Turn Your Back On A Friend". Są na nim trzy genialne kawałki: "Bredfan", "Baby Please Don’t Go" i "Parents". Ogień dwóch pierwszych koją odgłosy mew w trzecim. Zapytałem Burkeya, czy ptaki w tej kultowej, przepięknej balladzie były prawdziwe?

    - To tylko dźwięk gitary, choć pomysł wziąłem z życia. W portowym Cardiff mew jest całe mnóstwo - odparł .

    Fenomen Budgie, które wielu stawia w jednym szeregu z takimi gigantami, jak Uriah Heep, Deep Purple czy AC/DC, polega przede wszystkim na chwytliwych, przebojowych melodiach, wyrazistych gitarach i motorycznej, acz nie brzmiącej nudnie perkusji. I jeszcze ten głos Schelleya: chłopięcy, niewinny, trochę nieśmiały, ale zdecydowany wykrzyczeć całą prawdę. Niektórych doprowadzał (doprowadza) do szału, dla wielu stanowi samą kwintesencję rocka z wyspy.

    Po szesnastoletniej przerwie, w 1998 roku Budgie wydało album "Heavier Than Air", a dwa lata temu ukazały się dwie kolejne płyty: "The BBC Recordings" i zupełnie premierowa "You’re All Living In Cuckooland". W styczniu tego roku nowym gitarzystą kapeli został Craig Goldy z formacji Dio.

    A jaka jest muzyka Budgie 2o08? Jak stare, albo jeszcze starsze wino. No bo czy może być inna, skoro kawałki trio kowerują Iron Maiden, Van Halen, Soundgarden czy Metallica, a 58-letni Burke, na pytanie jakiej muzyki słucha, odpowiada, że wszystkiego co jest na fali, ale także klasyki spod znaku choćby Led Zeppelin.

    Klasyczne, rockowe Budgie, jedyne takie trio na świecie, zagra jutro, 25 listopada o godz. 20 w klubie Graffiti. Dzisiaj bilety są jeszcze po 100 zł, j utro będą o 20 zł droższe.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo