Listy do mojej Myszki

    Listy do mojej Myszki

    Ewa Czerwińska

    Kurier Lubelski

    Aktualizacja:

    Kurier Lubelski

    Bruno Schulz nie pozwala o sobie zapomnieć. Jak na pisarza o bezmiernej wyobraźni przystało, z cynamonowych niebiesiech co i rusz podsyła armii swoich wielbicieli jakiś nieznany im jeszcze trop. Wie komu.
    Schulzolodzy, znani z detektywistycznej pasji, nie popuszczą żadnej okazji, żeby o demiurgu z Drohobycza dowiedzieć się czegoś więcej. Więc i tym razem apetyt zaostrzyła im wiadomość, że oto na pewnym chełmskim strychu przepasane wstążką leżą pożółkłe listy... do Myszki.

    Tropem podążył Jerzy Jacek Bojarski, pracownik Biblioteki Miejskiej, redaktor Niecodziennika, członek Stowarzyszenia Festiwal Brunona Schulza. Był to zwiad jednoosobowy. - Z zazdrości to zrobiłem - śmieje się. - Inni coś dla Schulza robią - piszą prace naukowe, odkrywają nowe fakty, znaczenia, a ja tylko dokumentuję niektóre imprezy schulzowskie. A przecież jestem historykiem archiwistą!
    Więc pojechałem do Chełma szukać śladów pisarza w tym mieście, związków z "Kameną", pismem literackim, które tam przed wojną wychodziło. Odkryłem listy Jerzego Ficowskiego, który po wojnie promował na nowo prozę Schulza - do Michaliny Myszki Waśniewskiej, żony Zenona Waśniewskiego, wydawcy pisma. Waśniewscy byli bezdzietni, w ich domu mieszka dziś bratanica Florentyna Radwańska, rusycystka i tłumaczka.

    Na strych drewnianego domu Waśniewskich wdrapał się Bojarski razem z gospodynią. Z kurzu lat domowego archiwum wyłoniła się niezwykła opowieść - o Zenonie Waśniewskim, nauczycielu Męskiego Seminarium Nauczycielskiego w Chełmie, jego miłości do Myszki, o Brunonie Schulzu, który z Drohobycza komplementował poziom "Kameny" i tu ulokował z całym zaufaniem dwa swoje rękopisy.

    "Kamena" poczęta w 1933 roku w miasteczku na wschodzie Polski, liczącym zaledwie trzydzieści tysięcy mieszkańców była prawdziwą perełką na mapie literackich periodyków. Co miesiąc publikowała awangardę poetycką, studia, przekłady z literatury słowiańskiej, a wszystko to okraszone z gustem linorytami Waśniewskiego, nauczyciela rysunku w chełmskim seminarium.

    Waśniewski miał za sobą trudne, półsieroce dzieciństwo, marzycielską samotność, która okazała się przyjaciółką dla wrażliwca, zapatrzonego w otaczający go świat. Zenon marzył i szkicował. Ojciec, surowy i pragmatyczny, lekceważył talent chłopca. Nie chciał słyszeć o studiach w akademii. Popychał na Politechnikę Lwowską, na Wydział Architektury. Zenon spełnił jego oczekiwania. Szczęśliwie tam właśnie spotkał Brunona Schulza. Ani jeden, ani drugi nie wytrzymali długo nad projektami, studiów nie ukończyli. Wybuchła I wojna światowa. Ale znajomość pozostała. W latach 30. zbliżyli się już jako twórcy mający za sobą artystyczne dokonania. Korespondowali.

    Waśniewski miał wówczas za sobą dwa niezwykłe przeżycia. Mimo pochlebnych opinii o swoich pracach malarskich, m.in. Juliana Fałata, oraz protekcji Jana Zawiejskiego, naczelnika urzędu budownictwa miejskiego w Krakowie, u którego pracował, na Akademię Sztuk Pięknych go nie przyjęli. Mehoffer powiedział kandydatowi, że w akademii potrzebują takich, co nic nie umieją.

    I drugie, romantyczne: poznał Myszkę. Michalina Ryzińska była nauczycielką we wsi Łuby, Zenon uczył rysunku w Gimnazjum Realnym w Radzyniu - mieszkali w sąsiedztwie. Po dwóch tygodniach znajomości wiedzieli już, że będą ze sobą na zawsze. Historia ich miłości zapisana jest w listach, które kursowały w czasie narzeczeństwa i po kilka razy dziennie. Zenon pisał do Myszki grypsy także z więzienia na Zamku, a potem z Majdanka...

    - Byłam w dziesiątej klasie, kiedy moi rodzice, pierwsi we Wrocławiu repatrianci ze Lwowa, zdecydowali, że pojadę do Chełma, gdzie - oprócz siostry mojego ojca Michaliny - mieszkały jeszcze trzy siostry ojca: Stefania, Stanisława i Maria. Było nam wówczas krucho, choć tata był kierownikiem szkoły. U ciotek miało być mi lepiej - wspomina Florentyna Radwańska. - Stefania i Maria przetrwały wojnę we Lwowie, karmiąc wszy. Mimo trudnych wspomnieć wciąż były oczarowane tym miastem. Dołączyłam do ciotek w 1963 roku. Michalina pracowała jako kierowniczka jedynej w Chełmie księgarni.

    Pamięta fascynującą atmosferę tego domu. Dwie wdowy i dwie panny miały wspólny język i doskonale się uzupełniały. - Dzielne kobiety - kontynuuje Radwańska. - Duch wuja wyzierał z każdego kąta. Czułam się jak w innym świecie. Ściany drewnianego domku tej republiki babskiej były obwieszone obrazami. Wśród nich portrety Zenona. Ciotki dbały o czystość mojego języka. Michalina nie była wylewna, ale czasem opowiadała o latach przedwojennych. Jak w karnawale przyjmowali gości i sami składali wizyty. Latem wuj grał na wiolonczeli - jej głos niósł się po ulicy wraz z zapachem bzów w ogródkach.Układał łamigłówki do czasopism, krzyżówki...

    Lata 30. jeszcze nie zapowiadają tragedii. W domu Waśniewskich kwitnie życie towarzyskie. Zenon ma za sobą liczące się wystawy, m.in. w warszawskiej Zachęcie. Wielka sztuka zjawia się również w Chełmie. Twórczy duet Jaworski-Waśniewski wymyśla Ruchomą Wystawę Sztuki. Wydarzenie na miarę stolicy - są na niej obrazy Boznańskiej, Pankiewicza, Skoczylasa, Stryjeńskiej, Weissa. Ówczesnego Parnasu. Jednak pomysł ciut na wyrost: chełmska publika nie docenia przedsięwzięcia należycie i salonu nie oblega.

    Mimo wszystko jest pięknie. W wydawnictwie Rój Melchiora Wańkowicza wychodzą "Sklepy cynamonowe" Brunona Schulza. Waśniewski pisze do Drohobycza list z gratulacjami. W odpowiedzi Schulz chwali Waśniewskiego za "pyszne pismo". Za świetne przekłady, piękne linoryty. Sam przecież rysuje, i też - jak Waśniewski - jest nauczycielem rysunku. Wysyła do Chełma dwa rękopisy: "Wiosnę" i "Drugą jesień". Ten pierwszy zachował się w Chełmie. Znajomość artystów odżywa.

    - Po wojnie Jerzy Ficowski pisał do Waśniewskiej prośby o sprzedaż listów Schulza. Odstąpiła mu 25 oraz rękopis "Drugiej jesieni" - dopowiada bratanica Zenona. Ficowski wydał listy Brunona. Po śmierci Michaliny grypsy jej męża przysyłane z Majdanka spoczęły w gablotach Muzeum pod Zegarem, a rysunki Schulza wykonane na papierze pakowym w Muzeum Literatury w Warszawie. W domowym archiwum Radwańskich pozostały resztki pamiątek.

    - Mnie szczególnie zainteresował list, jaki napisał do Myszki Waśniewski 10 sierpnia 1935 roku z Zakopanego - mówi Bojarski.

    "Myszko moja! Z Schulzem zobaczę się w pensjonacie - pisał Waśniewski. - Na dworcu go nie było, bo myślał, że przyjadę o 9.30, no i, że może mnie nie pozna. Powiada, że nie zmieniłem się wcale, on też niewiele. (...)Pogoda dopiero dziś podobno nadzwyczajna. Czy pójdę malować, nie wiem. Zwyczaje w pensjonacie dzikie. Schulz cały czas siedzi w swoim pokoju..."

    To nie ostatni list, jaki doczekał się odkrycia przez schulzologów i kamenologów. Michalina Waśniewska przechowywała około 30 listów Schulza. Bojarski ma nadzieję, że może odnajdą się inne, a także rękopis "Wiosny" wysłany przez Schulza do "Kameny" i powieść "Mesjasz".

    Obydwaj bohaterowie wspomnień - Bruno z Drohobycza i Zenon z Chełma - śmierć też mieli podobną. Wojenną. Waśniewski zmarł w Bergen - Belsen, w kwietniu 1945 roku, Schulza zastrzelił w drohobyckim getcie, 19 listopada 1942 roku, gestapowiec.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo