Esbeckie haki z teczek IPN

    Esbeckie haki z teczek IPN

    Aleksandra Dunajska

    Kurier Lubelski

    Kurier Lubelski

    Arkadiusza Bratkowskiego, członka zarządu województwa lubelskiego, 8 maja 1989 r. zarejestrowano jako Tajnego Współpracownika służb bezpieczeństwa o pseudonimie "Agro". Został pozyskany do sprawy "Ugodowcy", która dotyczyła "ochrony organizacji społeczno-politycznych, samorządowych i związkowych". Zdjęto go z ewidencji w styczniu 1990 r., a materiały zniszczono "z uwagi na znikomą wartość operacyjną".
    Marcin Zamoyski, prezydent Zamościa, 30 grudnia 1986 r. został zarejestrowany jako TW "Hrabia". Miał być wykorzystany do sprawy "Łaba". Chodziło o "rozpracowanie korespondentów krajów kapitalistycznych". Akta zdjęto z ewidencji w styczniu 1990 r., bo sprawę zakończono. "Materiałów o wartości operacyjnej nie uzyskano, a nieistotne dokumenty zostały zniszczone". Jest też notka, że Zamoyski w 1967 r. utrzymywał kontakt towarzyski z attaché handlowym ambasady Francji.

    Te wszystkie informacje są w internecie, w opublikowanych wczoraj danych uzupełniających katalogi IPN. Do istniejących już zapisów dodano 508 nazwisk wraz z opisami. Chodzi o członków zarządów województw, prezydentów miast i burmistrzów. - Nigdy nie współpracowałem ze służbami bezpieczeństwa PRL. Byłem przecież posłem, marszałkiem województwa, składałem oświadczenia lustracyjne i pod tym kątem zostałem sprawdzony - zapewniał wczoraj zaskoczony Bratkowski. - Jeśli zajdzie taka potrzeba, wystąpię o autolustrację - dodał .

    Z prezydentem Zamoyskim nie udało się nam skontaktować. W jego imieniu wypowiedział się rzecznik prasowy. - Mogę zapewnić, że pan prezydent nigdy nie podejmował współpracy z organami bezpieczeństwa - powiedział wczoraj Karol Garbula. - Być może zainteresowanie SB jego osobą wynikało z tego, że przez długi czas pracował w jednej z niemieckich telewizji. Ale na pewno nie był TW - zaznaczył rzecznik.

    Wątpliwości co do agenturalnej działalności obu polityków ma prof. Janusz Wrona, historyk z UMCS.

    - Po pierwsze, rejestracje w 1989 r. były rzadkie i raczej absurdalne. Po drugie, jeśli przy nazwiskach widnieją informacje, że np. "materiałów o wartości operacyjnej nie uzyskano", to ja takie rejestracje nazywam statystycznymi. Funkcjonariusze SB mogli na ich podstawie pisać, że np. mają jakieś plany związane z danymi osobami. Faktyczna współpraca zaś mogła być żadna - zaznacza historyk. I dodaje, że przepisy, na podstawie których IPN sporządza swoje katalogi, są złe. - Wszystkich wrzuca się bowiem do jednego worka. I Zamoyski albo Bratkowski znajdują się w grupie, w której mogli być prawdziwi, czynni agenci - dodaje prof. Wrona.

    W katalogach pojawia się też m.in. nazwisko Waldemara Jaksona, burmistrza Świdnika. Był bowiem internowany w roku 1981, interesowano się nim także jako "aktywnym działaczem NSZZ Solidarność, prowadzącym wrogą działalność polityczną".

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo