Głodny w szpitalu

    Głodny w szpitalu

    Beata Kozian

    Kurier Lubelski

    Aktualizacja:

    Kurier Lubelski

    Chorzy przyjmowani do szpitali jedzą mniej i rzadziej niż w domu. W efekcie 40 proc. pacjentów podczas leczenia nabawia się niedożywienia. W szpitalach uważają, że to trudny do wyeliminowania skutek choroby i problem marginalizują. Tylko nieliczne placówki prowadzą szeroko zakrojone leczenie żywieniowe.
    Niedożywieni pacjenci to problem powszechny i wstydliwy w polskich szpitalach. Wszystkie lubelskie placówki zapewniają, że pacjenci przebywający u nich na leczeniu nie cierpią z głodu, a posiłki przygotowywane są pod okiem szpitalnych dietetyków. Dostosowane są więc do typu choroby i pacjenta, mają określoną wartość kaloryczną. Badania przeprowadzone na potrzeby ogólnopolskiej kampanii: "Nie daj się zjeść chorobie" temu przeczą.
    Prof. Marek Pertkiewicz, prezes Polskiego Towarzystwa Żywienia Pozajelitowego i Dojelitowego, które stara się zwrócić uwagę na problem niedożywienia chorych, nieraz podkreślał, że niedożywienie ma kolosalne znaczenie dla przebiegu leczenia. Sprawia, że pacjenci dłużej wracają do zdrowia, gorzej zrastają się im kości, wolniej leczą rany.

    Za niedożywienie chorych w szpitalach odpowiada wiele czynników. Jednym z nich jest niedostosowany czas posiłków. W lubelskich placówkach, podobnie jak w całej Polsce, obowiązują trzy pory podawania posiłków: rano, południe i wieczór. Wyjątkiem są dzieci, które otrzymują pięć posiłków. Tymczasem specjaliści zalecają, by pięciokrotne posiłki w ciągu dnia stały się normą dla wszystkich.

    Wprowadzenie tej zasady do szpitali jest jednak mało realne. Głównie z powodu niskich nakładów przeznaczanych na wyżywienie chorych.

    - U nas dzienna stawka żywieniowa na jednego chorego wynosi 5,10 zł - informuje Edward Lewczuk, dyrektor Szpitala Neuropsychiatrycznego w Lublinie.

    W innych placówkach w Lublinie kształtuje się na podobnym poziomie, czasami jest o złotówkę wyższa.

    Inną bolączką jest żywienie ludzi, którzy z powodu choroby nie mogą jeść tradycyjnych potraw. Polskie Towarzystwo Żywienia Pozajelitowego i Dojelitowego postuluje, by byli oni odżywiani za pomocą specjalnych mieszanek. Tę formę żywienia chorych najczęściej prowadzą oddziały onkologiczne, a Szpital Kliniczny nr 4 w Lublinie utworzył nawet zespół leczenia żywieniowego w warunkach domowych.

    - Zespół, którym kieruje dr Przemysław Matras ma pod opieką blisko 50 chorych, którzy po leczeniu wyszli do domów, ale z powodu chorób układu pokarmowego, nowotworów i innych schorzeń nie są w stanie przyjmować tradycyjnych pokarmów. Lekarze opiekują się nimi i podpowiadają rodzinie, jak ich karmić - mówi Marta Podgórska, rzeczniczka prasowa Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie. Bez tej pomocy pacjenci zmarliby z głodu. Jednak takie zespoły to wyjątek.

    Specjaliści podkreślają, że problem niedożywienia dotyczy szczególnie ludzi starszych, którzy "chudną" w szpitalach, bo nie ma ich kto nakarmić, bo brak protezy nie pozwala pogryźć posiłku.

    - W oddziałach brakuje pielęgniarek - tłumaczy publiczne placówki Maria Drygała, prezes Lubelskiego Hospicjum Dobrego Samarytanina. - Czasami zaś nakarmienie chorego trwa bardzo długo. Nam pomagają wolontariusze. Czasami kilka razy w mikrofalówce podgrzewają obiad zanim pacjent zje. Jak trzeba, to miksują drugie dania. A w szpitalu kto ma to zrobić?

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo