Zabiorą dziecko nawet bez sądu

    Zabiorą dziecko nawet bez sądu

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Kurier Lubelski

    - Przypadków przemocy wobec dzieci jest tak dużo, że trzeba zmian w prawie. Nie może być tak, że pracownik opieki społecznej będzie czekał na decyzję sądu, a w tym czasie ojciec rzuci dzieckiem o ścianę - m.in. w ten sposób Bożena Diaby, rzecznik prasowy ministerstwa pracy, uzasadnia potrzebę nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.
    Chodzi o zapis, w myśl którego pracownik socjalny, który stwierdzi w domu sytuację zagrażającą bezpieczeństwu dziecka (bo jego opiekun jest np. pijany), będzie mógł je zabrać do placówki opiekuńczo-wychowawczej. Nie będzie musiał z decyzją czekać na pozwolenie sądu - może się o nie postarać najpóźniej po 24 godzinach.

    - To dobra propozycja. W sytuacji maltretowania dziecka przez rodziców ważna jest każda chwila - ocenia Ireneusz Siudem, psycholog z UMCS.


    Pomysł budzi jednak sporo kontrowersji. Niektórzy się obawiają , że zmiany za bardzo rozszerzają uprawnienia pracowników socjalnych.

    Mieszane uczucia ma m.in. Anna Pawlak, zastępca dyrektora lubelskiego MOPR ds. opieki nad dzieckiem i rodziną.

    - Są sytuacje, gdy bezwzględnie należy dziecko zabrać z domu - mówi dyr. Pawlak.- Jednak przepis może być nadużywany. Pracownicy socjalni to przecież tylko ludzie, też popełniają błędy. A dla dziecka zabranie z domu to bardzo duże przeżycie i takie decyzje należy podejmować bardzo ostrożnie.

    Pracownik opieki społecznej wchodzi do domu i zastaje dziecko "pod opieką" pijanych rodziców. W takiej sytuacji od razu może podjąć decyzję o zabraniu malucha z domu. Będzie potrzebował tylko towarzystwa lekarza lub policjanta - to propozycje ministerstwa pracy.

    Dziś pracownik socjalny także ma takie prawo, ale najpierw musi zaczekać na zgodę sądu. - Teoretycznie to wszystko dzieje się szybko, a sędziowie rodzinni dyżurują pod telefonami. Jednak zdarza się, że nie jest to takie proste. A sytuacje często wymagają, żeby działać błyskawicznie - tłumaczy Bożena Diaby, rzeczniczka prasowa resortu pracy.

    Pomysł chwali dr Ireneusz Siudem, psycholog z UMCS. - Biorąc pod uwagę sprawność działania sądów w Polsce, to dobre rozwiązanie - mówi. Zaraz jednak dodaje, że projekt ma też swoje wady. - Pracownicy opieki społecznej mogą nadanego im prawa używać zbyt często. Istnieje niebezpieczeństwo, że górę wezmą emocje albo trafi się niedoświadczona osoba, która źle oceni sytuację. Dziecko zostanie wtedy narażone na niepotrzebny stres - tłumaczy psycholog.

    Z przypadkami takich błędów spotykaliśmy się na Lubelszczyźnie. Np. wiosną 2006 r. , kiedy MOPR wystąpił o ograniczenie praw rodzicielskich Marcie Stachyrze z Lublina. Powód? Pracownik socjalny dowiedział się, że w domu dochodzi do picia alkoholu. Tymczasem po przeprowadzeniu wywiadu środowiskowego okazało się, że pani Marta jest świetną matką i bardzo dba o dzieci. Jednak nawet ona przyznaje, że pomysł ministerstwa może przynieść dobre rezultaty. - Takie sprawy powinno się załatwiać, zanim dojdzie do tragedii, pracownicy opieki nie powinni czekać. Jednak muszą też być bardzo ostrożni, żeby przy okazji nie skrzywdzić kogoś, kto nie zawinił - zaznacza pani Stachyra.

    Bożena Diaby broni zmian proponowanych przez resort. - Moim zdaniem lepiej dziecko z domu zabrać, niż żeby zostało pobite. Poza tym chodzi o sytuacje naprawdę jednoznaczne. I w ustawie będzie to zaznaczone. Żaden pracownik nie podejmie przecież kroków, kiedy w domu zastanie rodziców sączących wino do kolacji.

    Nowelizacją ustawy najprawdopodobniej już jutro zajmie się Rada Ministrów. Potem trafi ona do Sejmu.

    Najbardziej drastyczne przypadki przemocy wobec dzieci

    Marzec 2004 r. Pobity trzylatek ze wsi Komarno (powiat bialski) trafia do szpitala. Dziecko jest posiniaczone, ma opuchnięte rączki i twarz. Podejrzanym jest 22-letni konkubent matki. Ślady wskazują, że chłopiec był bity od dłuższego czasu.

    Listopad 2005 r. Trzymiesięczne niemowlę z Hrubieszowa z ciężkimi obrażeniami trafia do szpitala w Lublinie. Ma złamanie kości czaszki, krwiak w mózgu oraz złamanie kości podudzia. Matka twierdzi, że spadła z dzieckiem ze schodów.

    Kwiecień 2005 r. Do Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie przywieziono 4-miesięczną dziewczynkę ze śladami pobicia na twarzy. Sprawcą pobicia był 39-letni ojciec, który zeznał później na policji, że "uciszył dziecko, bo krzyczało".

    Z badań przeprowadzonych przez Fundację Dzieci Niczyje wynika, że co szóste dziecko w wieku 12 lat ze strony rodziców doznało choćby najmniejszych urazów, np. siniaków, zadrapań. W wielu domach wielokrotnie dochodzi do aktów przemocy.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo