Lot koszący Donalda Tuska

    Lot koszący Donalda Tuska

    Tomasz Lis, publicysta

    Kurier Lubelski

    Kurier Lubelski

    Rząd ma wielki problem. I w najmniejszym stopniu nie polega on na tak zwanym nowym wizerunku PiS-u. Polacy mieli dwa lata, by się przekonać o tym, co się kryje pod świeżutkim makijażem i nowiutką opalenizną.
    Nic nowego. Problemem rządu jest nie pytanie, czy lepiej rządziłoby PiS, lecz pytanie, czy z rządzeniem radzi sobie Platforma. Coraz trudniej na to pytanie odpowiedzieć twierdząco.

    To był chyba najgorszy tydzień w 15-miesięcznej historii rządu Tuska. Rok temu hucznie obchodził swoje sto dni i z wielką zamaszystością prezentował ambitne plany na kolejnych kilka setek i kilka tysięcy dni. Dziś perspektywa gabinetu premiera została boleśnie skrócona.
    Nie co zrobimy za tydzień i miesiąc, ale co złego stanie się jutro albo za kilka godzin. Bo rząd ma i pecha, i problem z podejmowaniem nawet prostych decyzji. Pech to, krótko mówiąc, głównie światowy kryzys. Pech, choć nie wiadomo, czy akurat tu pecha nie można było pokonać, to tragedia zamordowanego w Pakistanie Polaka. Mówiąc pech, nie bagatelizuję oczywiście tego, co się stało, mówię tylko, że jego porwania, a może i zabójstwa, choć tego drugiego pewien nie jestem, można było uniknąć. Ale to tyle w departamencie "pech". Bo obok niego mamy szkolne błędy. Przepraszam, że cytuję siebie, ale trzy tygodnie temu w tym miejscu napisałem, że Andrzej Czuma nie będzie dobrym ministrem, i że wkrótce się o tym przekonamy. Nic nie jest więc tu zaskoczeniem, poza tym jak szybko nastąpiło owo "wkrótce".

    Minister popełnia koszmarne gafy niemal za każdym razem, gdy otwiera usta. Szarą eminencją w swoim ministerstwie czyni swego syna, rzecznikiem robi dziennikarza, który ostatnio współpracował z magazynem "Wróżka". Do tego nieszczęsnych 10 wyroków w sprawie niespłaconych w USA długów. Cóż, jeśli to wszystko nie jest dobrym powodem do dymisji, to co nim jest? Andrzej Czuma był ministrem z łapanki, teraz zostało łapanie się za głowę.

    Rząd nie jest na równi pochyłej, ale po kilku ciosach z ostatnich dni sprawia wrażenie chwiejącego się na nogach boksera. Jeśli bokser nie ma paść na deski, premier musi przejąć inicjatywę. Na początek przyda się przegląd kadr, bo większość jego ludzi to ministrowie przeciętni albo słabi, z których niemal każdy mógłby być bezboleśnie i zasłużenie zdymisjonowany. Jeśli premier Tusk chce uniknąć dryfu, musi błyskawicznie zmobilizować siebie, swoje otoczenie i swoje polityczne zaplecze. Czas ucieka. Jeden element pocieszający - w rządzie nie ma Jana Rokity. Razem z nim rząd miałby jeszcze na głowie polsko-niemiecką wojnę o kapelusz.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo