Zaciągamy coraz mniej kredytów

    Zaciągamy coraz mniej kredytów

    Beata Tomaszkiewicz, Łukasz Pałka

    Kurier Lubelski

    Aktualizacja:

    Kurier Lubelski

    Polskie firmy i rodziny coraz ostrożniej się zadłużają. W styczniu, w porównaniu z grudniem ubiegłego roku, wartość kredytów dla przedsiębiorstw i osób fizycznych wzrosła o 18,5 mld zł. Faktycznie jednak do kieszeni przedsiębiorców i polskich rodzin trafiło znacznie mniej pieniędzy.
    Tak duży wzrost zadłużenia wynika z gwałtownego osłabienia złotego. W miarę jak złoty traci na wartości, rosną nasze stare długi we frankach czy dolarach. Nowych zaciągamy o połowę mniej niż jeszcze pół roku temu - wynika z przedstawionych wczoraj danych Narodowego Banku Polskiego.

    Jak policzył Andrzej Halesiak, dyrektor departamentu analiz ekonomicznych BPH, w przypadku kredytów dla przedsiębiorstw z 5,3 mld zł aż 4 mld zł przypada na efekt kursowy.
    W przypadku kredytów dla osób fizycznych słabnący złotych pożarł aż 9,5 mld zł. W styczniu bowiem złoty osłabił się do franka szwajcarskiego 6,5 proc., do euro ponad 7 proc. A większość kredytów dla klientów indywidualnych stanowią kredyty hipoteczne właśnie w szwajcarskiej walucie. Firmy natomiast często finansują się w euro - wyjaśnia analityk.

    W kolejnych miesiącach możemy być świadkami spadku wartości kredytów dla firm. - W styczniu, podobnie jak w grudniu, banki wypłacały jeszcze przedsiębiorstwom transze kredytów, na które umowy podpisane były w połowie lub na początku ubiegłego roku - mówi Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku. - Deklaracje, że przestają finansować firmy, banki złożyły w grudniu. Sądzę, że wyraźny spadek akcji kredytowej zobaczymy w kolejnych miesiącach - dodaje. Wyjaśnia, że w instytucjach finansowych od złożenia deklaracji do wprowadzenia ich w życie zwykle mija kilka tygodni.

    Wartość depozytów dla firm spadła natomiast o ponad 4 mld zł. Zdaniem analityków jest to wynik tego, że firmy coraz częściej muszą ruszać oszczędności, by finansować bieżącą działalność i często też pokrywać straty na nietrafionych transakcjach walutowych, tzw. opcjach.

    Rośnie za to wartość depozytów od klientów indywidualnych. W styczniu złożyliśmy na lokatach prawie 10 mld zł.

    - Na wzrost skłonności do oszczędzania wpływa wysokie oprocentowanie depozytów. Myślę, że nadal lokaty będą bardzo atrakcyjne i że obniżki stóp procentowych będą miały na nie tylko niewielki wpływ - twierdzi Mróz.

    Bankowcy zaś podkreślają, że nie mają wyjścia. Muszą oferować atrakcyjne oprocentowanie lokat. To jedyny sposób pozyskania pieniędzy na kredyty. - Nawet jeśli jakiemuś bankowi udałoby się uplasować emisję obligacji na rynkach zagranicznych, to musiałby zapłacić za nie kilka punktów procentowych więcej od oprocentowania papierów skarbowych (obecnie papiery naszego rządu oprocentowane są na 4-6 proc.). Biorąc pod uwagę koszt przygotowania samej emisji, znacznie bardziej opłaca się nam oferować wysokie oprocentowanie lokat - mówi Bogusław Kott, prezes Banku Millennium. Choć oczywiście przyznaje, że lokaty na 8 proc. i więcej już się skończyły. Teraz oprocentowanie oscylować będzie pomiędzy 5 a 6 proc.



    Banki odblokują kredyty gdy dostaną gwarancje rządu

    Z Markiem Zuberem, ekonomistą z firmy Dexus Partners rozmawia Łukasz Pałka

    Wartość kredytów dla firm wzrosła w styczniu o 5 mld zł. Gdzie jest więc to zahamowanie akcji kredytowej, którym straszą ekonomiści?

    Dane wyglądają dobrze tylko pozornie. Zdecydowana większość tej kwoty to wynik gwałtownego osłabienia złotego, które spowodowało wzrost zadłużenia w kredytach walutowych. W grudniu średni kurs euro wynosił 4,03 zł, w styczniu - 40 gr więcej. To daje wzrost kredytów dla firm o grubo ponad 4 mld zł. Nowe kredyty płyną więc już wolniej do gospodarki.

    Dlaczego tak się dzieje?

    Sytuacja gospodarcza jest trudna i banki nie wiedzą, czy firma, której udzielą kredytu, lada dzień nie upadnie. Z drugiej strony same firmy w obliczu spowolnienia tną inwestycje i nie chcą zaciągać nowych zobowiązań. Banki czekają też na gwarancje na kredyty dla firm, które obiecał dać im rząd.

    Czy banki powinny w ogóle takie gwarancje dostać? Przecież zarabiają na tym, że ktoś płaci im premię właśnie za ryzyko.

    Oczywiście. I można spodziewać się, że banki wcześniej czy później i tak uruchomią akcję kredytową, nawet bez rządowych gwarancji. Problem w tym, że nie wiemy, czym jest to "później". Dlatego rząd powinien dać gwarancje, choć obarczone dodatkowymi obostrzeniami.

    Jakimi?

    Rząd powinien powiedzieć, że gwarancje obejmą wszystkie kredyty, które zostaną udzielone, powiedzmy, do końca tego roku. Bo przecież gwarancje nie mogą działać w nieskończoność.

    A czy rządowe gwarancje nie zachęcą banków do działania w drugą stronę i rozdawania kredytów na lewo i prawo?

    Jest takie ryzyko. Nie można dopuścić do sytuacji, w której bank poluzuje kryteria oceny ryzyka dla kredytów z gwarancją rządu. To będzie już zadanie dla nadzoru finansowego.

    Obok gwarancji kredytów, wicepremier Waldemar Pawlak przymierza się do ustawowego unieważnienia umów opcyjnych. Nie za dużo tych ingerencji w gospodarkę?

    O ile gwarancje są potrzebne, to sprawa unieważniania opcji w ogóle nie powinna mieć miejsca. Jeżeli taki pomysł wejdzie w życie, będzie to zaprzeczenie wszystkiego, co do tej pory mówiło się o wolności gospodarczej itd. Bo w sumie czemu nie pójść dalej - unieważnijmy kredyty we frankach, straty w funduszach czy na giełdzie. Przecież nie tylko firmy straciły na osłabieniu złotego.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo