Zamiast wielkiej fety będzie obciach?

    Zamiast wielkiej fety będzie obciach?

    Wiktor Świetlik

    Kurier Lubelski

    Kurier Lubelski

    Jednym z ważniejszych i dzielniejszych działaczy "Solidarności" w Łodzi i Polsce był Andrzej Słowik, kierowca autobusu, który stał się związkowym przywódcą. W stanie wojennym wezwał do strajku, za co dostał 6 lat więzienia, a potem przez prawie dwa miesiące głodował w celi.
    Dziś niewielu - łącznie z jego dawnymi kolegami - o nim pamięta. Nawet w Łodzi jego nazwisko szybciej już skojarzone będzie z pseudonimem gangstera "Słowika" niż z dawnym związkowcem.

    Niedawno dowiedziałem się, że Andrzej Słowik urządził się w Australii i jeździ tam limuzyną. Jest kierowcą w ambasadzie. Momentami cała Polska staje się takim globalnym Andrzejem Słowikiem. Zasłużonym jak mało kto, i nie mniej zapomnianym.
    Dziś piszemy o ponurym obrazie przygotowań naszego kraju do obchodów 20. rocznicy upadku komunizmu i sowieckiej dominacji w naszej części świata. Wygląda to kiepsko jak budowa kolejnych odcinków autostrady A2. A zostały tylko 3 miesiące.

    Krótko mówiąc, znowu nas skrzywdzą! Dziś dla ludzi na całym świecie komunizm zaczął się kruszyć wraz z murem berlińskim 9 listopada 1989 roku. Druga wojna światowa zaczęła się 3 września, a państwem, które pierwsze stawiło silny opór nazistowskim Niemcom była Norwegia. Żydów przed zagładą ratowali Czesi, Francuzi i porządni Niemcy. Ci ostatni wolą rozpamiętywać przesiedlenie swoich rodaków w 1945 roku, niż oddawać hołd o niebo liczniejszym ofiarom własnego "osadnictwa". W dodatku Powstania Warszawskiego nie było, wszyscy mylą je z powstaniem w Getcie. Co za niewdzięczność! Tyle krwi i nikt nie pamięta. Może poza jakimiś heavymetalowcami ze Szwecji, którzy gdzieś przypadkowo przeczytali o obronie polskich umocnień koło Wizny, Normanem Daviesem i paroma pasjonatami.

    A przecież wszyscy powinni sami pamiętać, przyjechać i się dowiedzieć. Napisać, uścisnąć dłoń, pochwalić. My zaś moglibyśmy za nimi biegać i dalej krzyczeć "znowu nas krzywdzą!". Sami w końcu nie będziemy im przypominać. Co najwyżej będziemy wciąż odmieniać termin "polityka historyczna". Jedni z egzaltacją, inni z odrazą. Klęska albo sukces polskich obchodów 20. rocznicy czerwca, będzie nie mniej ważna niż klęska albo sukces wyciągania kraju z kryzysu, czy Euro 2012. Myślę zresztą, że jedne na drugie będą się nakładały. Jak ktoś nie radzi sobie z przeszłością, to tym bardziej marne widoki ma na przyszłość. Wszystko to ma też wymiar nader przyziemny. Jeśli nie wykorzystamy 20. rocznicy 4 czerwca, to przegramy walkę o pamięć, ale także o prestiż i wpływy z turystyki. Tekst w dzisiejszej "Polsce" to ostatni dzwonek. Może kogoś obudzi i sprawi, że komunizm jednak zacznie się kończyć nie w listopadzie, a 4 czerwca. Nie w Berlinie, a w całej Polsce. I w Warszawie, i w Gdańsku.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo