Katastrofa na wesoło

    Katastrofa na wesoło

    Bożydar Brakoniecki

    Aktualizacja:

    Na ekrany powraca najbardziej kolorowy kot w historii kina - będzie śmiesznie i przebojowo
    W CV Różowej Pantery, animowanego przedstawiciela kociego rodu poczętego w graficznych tyglach hollywoodzkiego studia DePatie-Freleng Enterprises, można przeczytać, że "rozśmiesza, ale zarazem zadziwia. Zawsze wpada w kłopoty, lecz jeszcze nigdy nie została złapana".

    I pewnie dlatego od 46 lat towarzyszy na kinowych ekranach przygodom inspektora Jacques'a Clouseau, najbardziej fajtłapowatego gliny wszech czasów.
    Ponownie pojawi się już w najbliższy piątek, gdy do polskich kin wejdzie "Różowa Pantera 2", sequel hitu z 2006 roku, a zarazem jedenasta część przypowieści o policyjnym nieudaczniku, który wbrew sobie ratuje świat.

    Ale Różowa Pantera obdarzona jest też inną, bardzo przydatną w show-biznesie cechą - potrafi zarabiać pieniądze. Od 1963 roku, gdy świat pękał ze śmiechu, oglądając wyreżyserowany przez Blake'a Edwardsa absurdalny korowód nieszczęść spowodowanych przez grającego Clouseau Petera Sellersa, cykl przyniósł producentom prawie 350 milionów dolarów zysku. Nie jest to może najlepszy wynik w historii kinematografii, ale to pewna kasa, choć rozłożona na raty. A koci cwaniak wciąż ma apetyt na więcej. "Różowa Pantera" sprzed trzech lat, w której po raz pierwszy w głównej roli pojawił się Steve Martin, zarobiła do dziś 150 milionów. I wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi obecna kontynuacja jeszcze bardziej wywinduje słupki box office'ów.

    Bowiem Martina, nowego następcę nieodżałowanego Sellersa, reżyser Harald Zwart puścił tym razem na absolutny żywioł. A statystyka kataklizmów, które wywołuje nowe wcielenie podpory francuskiej policji zdobne w idiotyczny wąsik, wprawia po prostu w osłupienie. Pościg za międzynarodową szajką złodziei dzieł sztuki, sprytnie ogałacającą europejskie muzea, Clouseau i jego pomagierzy zamienią we współczesną wersję plag egipskich. Rzecz nie idzie przecież o błahostkę, lecz o odzyskanie bezcennego diamentu znanego w świecie kolekcjonerów pod nazwą Różowa Pantera.

    Nie dość więc, że rozhukanej zgrai policyjnych idiotów przyjdzie ekspresowo zdemolować Paryż, doprowadzić do nagłego ataku serca paru przełożonych i dodatkowo efektownie spalić operę (dla niepoznaki Martin paraduje w tej scenie odziany w strój torreadora), to jeszcze spowodują międzynarodowy skandal w Watykanie. Najwięcej namiesza oczywiście niezastąpiony w demolce Clouseau i to jego przyjdzie nam oglądać, jak przebrany za papieża wywołuje istny armagedon na zapełnionym pielgrzymami rzymskim placu św. Piotra.

    Słowem, legenda Clouseau została przez Steve'a Martina uratowana. Mają rację ci, którzy twierdzą, że to jedyny dziś aktor, który potrafi zrujnować świat i promiennie się przy tym uśmiechać. A tym, którzy skrzętnie zbierają kinowe ciekawostki, podpowiadamy, że za karkołomną rolę Cloueseau, oprócz Sellersa, brali się w historii m.in. Roger Moore ("Klątwa Różowej Pantery", 1983), a nawet Roberto Benigni ("Syn Różowej Pantery", 1993).

    Zaś dodatkową przyjemność w kinie sprawi nam ekranowy zastęp sław, które Zwart zaprzągł do umilenia 92 minut "Różowej Pantery 2". Pojawia się i Jean Reno jako Ponton, adiutant Clouseau dorównujący mu błyskotliwością, Andy Garcia, John Cleese i Alfred Molina. A w roli pięknej Sophie, do której wzdycha glina nieudacznik, objawi się Aishwarya Rai, gwiazda Bollywood, a przy okazji Miss World z 1994 roku. W ich towarzystwie nie będziemy się nudzić ani sekundy.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo