Badaczki rozbijają szklany sufit

    Badaczki rozbijają szklany sufit

    Zdjęcie autora materiału

    Kurier Lubelski

    Z prof. dr hab. Barbarą Kudrycką, minister nauki i szkolnictwa wyższego, rozmawia Magdalena Kula.
    Powtarza Pani, że inteligentna kobieta sobie poradzi, jeśli nie będzie jej przeszkadzał inteligentny mężczyzna. W swojej naukowej karierze musiała Pani przebijać szklany sufit?

    Moja praca nad doktoratem, a potem habilitacją przypadła na lata 80. i początek lat 90., nie był to najłatwiejszy czas dla kobiet, które chciały być aktywne w nauce. Propozycję na stanowisko prodziekana otrzymałam dopiero jako doktor habilitowany, mężczyźni, którzy piastowali je przede mną, mieli tylko doktoraty.
    Wielokrotnie miałam rzeczywiście wrażenie, że kobieta, by dojść w szkolnictwie wyższym do tej pozycji co mężczyzna, musiała pracować więcej. Sytuacja kobiet w nauce zaczęła się zmieniać po roku 2000, kiedy to szklany sufit przesunął się o piętro wyżej. Wyrównały się proporcje kobiet i mężczyzn wśród osób z doktoratem, ale wśród doktorów habilitowanych i profesorów kobiety nadal stanowią tylko jedną trzecią.

    Według badań, najwięcej kobiet odchodzi z nauki w wieku 30-39 lat.

    To czas, gdy kobiety są najczęściej mocno zaangażowane w sprawy rodzinne i wychowanie dzieci, jednocześnie w ich karierze naukowej zaczyna się bardzo silna konkurencja - po doktoracie trzeba ogromnej determinacji, by zdobywać granty i prowadzić odkrywcze badania naukowe. Bardzo wiele utalentowanych kobiet, mimo profesjonalnego przygotowania i naukowej pasji, nie jest w stanie podołać takiej presji. W 2008 r. w specjalnej rezolucji zwrócił na to uwagę Parlament Europejski, zalecił unijnym krajom zbadanie przyczyn nadmiernego odpływu kobiet z nauki i wypracowanie rozwiązań, które będą temu zapobiegać.

    I co zrobi polski rząd?


    Analizujemy w Ministerstwie Nauki, jakie bariery napotykają kobiety starające się o granty badawcze. Uważam, że formalne wymogi przy rozdziale grantów, mówiące np. że od doktoratu nie może upłynąć więcej niż osiem lat, są w Polsce przestrzegane zbyt restrykcyjnie.

    Kobiety, które są świetnymi naukowcami, tracą szanse na wyjazd za granicę i dołączenie do międzynarodowego zespołu, bo wymogi formalne nie uwzględniają czasu, który spędziły poza uczelnią, na urlopach macierzyńskich.

    Chcielibyśmy to zmienić, zrobiła to już większość państw UE. Bardzo zależy mi, aby także w Polsce kobiety mogły spełniać się równie dobrze w obu rolach - matki i żony oraz naukowca.

    W Polsce tylko 7 proc. kobiet zasiada w gremiach zarządzających nauką - w Finlandii 52 proc. Gorzej niż u nas jest tylko w Luksemburgu. Na uczelniach wysokie stanowiska piastuje zaledwie 13 proc. pań.


    Te wskaźniki są alarmujące. Dodam, że wśród rektorów wszystkich uczelni publicznych jest zaledwie sześć pań. Spośród największych uniwersytetów tylko jednym - Uniwersytetem Warszawskim - kieruje kobieta.

    W minionym roku wzrosła nieznacznie tylko liczba kobiet, którym powierzono stanowiska dziekanów i prodziekanów.

    W pakiecie reform, który ogłosimy w tym tygodniu, zdecydowaliśmy się - poza dotychczasowym trybem wyborczym - dopuścić możliwość obsadzania wysokich stanowisk w drodze konkursów. Mam nadzieję, że uczelnie zaakceptują nowe prawo i dostrzegą w nim możliwość pozyskiwania sprawnych menedżerów - niezależnie od ich płci.

    Konkursy na uczelniach często są fikcją - odważnie mówi o tym prof. Elżbieta Oleksy, ekspertka Komisji Europejskiej ds. polityki naukowej.


    W środowisku naukowym tkwi fatalny zwyczaj, który nazywamy "chowem wsobnym". Uczelnie, ogłaszając konkursy, tak formułują wymagania, by spełniał je konkretny pracownik tej uczelni. Często jest to mężczyzna. Najpóźniej w 2010 r. uruchomimy ogólnodostępną witrynę w internecie, gdzie znajdą się ogłoszenia o konkursach na stanowiska na uczelniach i instytucjach naukowych z całego kraju. Taki "słup ogłoszeniowy" wspólny dla całego środowiska być może pozwoli pracownikom naukowym dostrzec, że możliwości awansu są w całym kraju - nie tylko na uczelni, gdzie bronili doktoratu. Liczę, że te możliwości dostrzegą także kobiety.

    Mężczyźni zasiadający w wysokich międzynarodowych gremiach naukowych mówią, że usiłowali wprowadzać zapisy prawne, które pomogą kobietom w karierach. Sprzeciwiały się temu kobiety zasiadające w tych samych gremiach...

    Kobiety nie oczekują przywilejów czy specjalnego traktowania, bowiem byłoby to oznaką protekcjonizmu. W nauce zawsze na pierwszym miejscu powinna być wiedza i wysoka jakość badań. Chodzi jednak o to, by dokonania kobiet i mężczyzn naukowców zawsze oceniane były obiektywnie, takie rozwiązania chcielibyśmy zapisać w polskim prawie.

    Potrzebne są odrębne stypendia i granty dla kobiet naukowców?

    Pracujemy nad uruchomieniem konkursu na granty badawcze, o które będą się mogły starać zespoły kierowane przez kobiety. Analizujemy, jakie środki będzie mógł na to przeznaczyć budżet, konkurs ruszy w roku akademickim 2009/10. Na pewno nie obniżymy jednak wymogów co do jakości badań. Fundacja na rzecz Nauki Polskiej rozważa też specjalne stypendia dla kobiet - świetnie sprawdziły się np. w Niemczech.

    To, że jest Pani kobietą, pomogło czy przeszkadzało w drodze do fotela ministra nauki?

    Być może pomogło. Propozycja objęcia teki ministra była dla mnie zaskoczeniem. Gdybym miała np. miesiąc na zastanowienie, zapewne bym jej nie przyjęła. Czasu było jednak mało, a że jak większość kobiet do pracy podchodzę zadaniowo, podjęłam się tego wyzwania.

    W krajach Unii kobieta na stanowisku ministra nauki nie dziwi nikogo. W Polsce jest inaczej. Dano mi odczuć, że można jeszcze zaakceptować kobietę kierującą uczelniami, ale jak zaakceptować kobietę na czele polskiej nauki? Mam nadzieję, że efektami pracy udowodnię, że można.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo