Kościoły gwałtownie pustoszeją

    Kościoły gwałtownie pustoszeją

    Artur Grabarczyk

    Kurier Lubelski

    Aktualizacja:

    Kurier Lubelski

    Poważny powód do zmartwień mają polscy biskupi, którzy dziś zbierają się w Warszawie, by wybrać nowego przewodniczącego episkopatu. Muszą znaleźć kandydata, który zmierzy się z coraz głębszym kryzysem religijności Polaków.
    Jednym z objawów jest fakt, że na niedzielne msze w ostatnich latach przychodzi coraz mniej wiernych. A rok 2008 był najgorszy w całej, ponad 30-letniej historii badań naszej religijności - wynika z danych, do których dotarła "Polska". Po raz pierwszy odsetek katolików, którzy chodzą na niedzielne msze, spadł poniżej 40 proc.

    Do tej pory za najgorszy uchodził rok 1993, kiedy w czasie akcji liczenia wiernych księża odnotowali, że na niedzielną mszę przyszło tylko 43,1 proc. wiernych. Potem frekwencja się poprawiła, a w 2007 roku wyniosła nieco ponad 44 proc.

    Pełnych wyników z przeprowadzonego 23 listopada 2008 r. liczenia jeszcze nie ma, w większości diecezji wciąż trwa sumowanie danych z poszczególnych parafii.
    Ale "Polska" dotarła do danych z kilku diecezji. I są one alarmujące. Przykład? W uchodzącej za bastion katolicyzmu diecezji tarnowskiej, która od lat szczyci się rosnącą frekwencją i podnosi średnią ogólnopolską, w zeszłym roku na mszy pojawiło się o 5 proc. mniej ludzi niż w 2007 r. Identyczny odpływ wiernych odnotowano w uznawanej za jedną z najpobożniejszych archidiecezji krakowskiej. A to i tak niewielki spadek. Znacznie gorzej jest w diecezji kieleckiej, gdzie ubyło 11 proc., a w zamojsko- - lubaczowskiej - aż 15 proc.

    Ksiądz Dariusz Gącik, rzecznik diecezji kieleckiej, jest mocno zaskoczony tak słabym wynikiem na swoim terenie. - Aż 11 procent mniej ludzi na mszy w porównaniu z poprzednim badaniem to bardzo duży spadek - mówi. I choć przypomina, że 23 listopada, kiedy liczono wiernych, był dniem gwałtownego ataku zimy, to zaraz dodaje, że nie można zwalać winy tylko na pogodę. - To sygnał dla nas, kapłanów, że musimy włożyć więcej wysiłku w ewangelizację, skuteczniej docierać do ludzi, podejmować wyzwania, jakie niesie współczesność - mówi ks. Gącik. - I spokojnie czekać do następnego liczenia, żeby zobaczyć, czy ten zaskakująco duży spadek będzie stałą tendencją, czy jednorazowym przypadkiem.

    O przypadku trudno jednak mówić. Wystarczy spojrzeć na sondaże dotyczące zaufania Polaków do Kościoła. W 2004 r. badanie OBOP pokazało, że księżom i biskupom ufa 78 proc. rodaków, dwa lata później ten wskaźnik spadł do 72 proc. Najświeższy sondaż, przeprowadzony w ubiegłym roku, przyniósł kolejne tąpnięcie - zaufanie do Kościoła deklarowało już tylko 65 proc. Polaków (lepszy wynik miały wojsko, Telewizja Polska czy TVN).

    Zdaniem badaczy religijności właśnie rosnący dystans do hierarchii kościelnej jest przyczyną coraz mniejszej liczby regularnie praktykujących. - Nagłaśniane skandale z udziałem duchownych, bogacenie się kleru, apostazje księży cieszących się autorytetem sprawiają, że ludzie, zwłaszcza młodzi, oddalają się od Kościoła - mówi socjolog religii prof. Maria Libiszowska-Żółtkowska z Uniwersytetu Warszawskiego. I dodaje, że spadająca frekwencja na mszach to dowód na to, że trwa u nas proces określany jako prywatyzacja wiary. - To, że Polacy przestają chodzić do kościoła nie oznacza, że masowo tracą wiarę w Boga - mówi. - Wiary nadal potrzebują, nie chcą zaś do jej przeżywania pośrednictwa księży.

    Prof. Edward Ciupak, socjolog religii, dodaje, że ludzie przestają chodzić do kościoła przez to, co słyszą z ambony. Wymownym przykładem jest jego zdaniem dyskusja w sprawie in vitro. - To, co mówi na ten temat Kościół, kompletnie rozmija się z poglądami wiernych - mówi prof. Ciupak. - I tak jest z wieloma sprawami, ludzie żyją inaczej, niż nakazuje nauczanie Kościoła.

    Eksperci twierdzą, że katolików praktykujących będzie w Polsce coraz mniej. Wiernych nie przyciągnie nawet kryzys i fala bezrobocia.

    - Powiedzenie, że jak trwoga, to do Boga, już się nie sprawdzi - mówi prof. Ciupak. A prof. Libiszewska-Żółtkowska prognozuje, że za jakiś czas kościoły w Polsce mogą być tak samo puste jak we Francji.



    To pomyłka w obliczeniach


    Z ks. prof. Witoldem Zdaniewiczem, dyrektorem ISKK, rozmawia Artur Grabarczyk

    Z danych, które dostaliśmy w kilku diecezjach, wynika, że w zeszłym roku na mszę chodziło o ok. 6 proc mniej wiernych niż w 2007 r.


    Nie chce mi się wierzyć w takie tąpnięcie. Prawdopodobnie zaszła jakaś pomyłka w obliczeniach.

    Ale to diecezje podały te wyniki. Kielecka odnotowała 11-proc. spadek liczby praktykujących, a zamojsko-lubaczowska aż 15-proc.


    To niemożliwe. Co roku zauważalny jest odpływ ludzi chodzących regularnie do kościoła, ale nigdy i nigdzie nie było takiego skoku. To by znaczyło, że w tych diecezjach już prawie nikt nie uczestniczy we mszy. Niedobrze się stało, że księża w diecezjach sami udostępnili te dane. Powinni je najpierw przekazać nam, bo my wiemy, jak je opracowywać, żeby nie było przekłamań.

    Na czym miałby polegać błąd w obliczeniach?

    W każdej diecezji wśród ogólnej liczby wiernych jest pewien odsetek tzw. nieuczestniczących. To są osoby, które z różnych powodów nie chodzą na msze. W różnych diecezjach odsetek nieuczestniczących jest inny, ale średnio dla całej Polski przyjmuje się, że wynosi on 18 proc. Żeby wiedzieć, ilu ludzi praktykuje, trzeba od ogólnej liczby katolików odjąć nieuczestniczących i dopiero porównywać z liczbą otrzymaną podczas akcji liczenia w parafiach.

    Jak duży zdaniem Księdza będzie tegoroczny spadek?


    Nie będę prorokował, czekam na komplet danych z wszystkich diecezji. Wyniki będą za miesiąc.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo