Wulgarni goście w kuratorium

    Wulgarni goście w kuratorium

    Maria Krzos

    Kurier Lubelski

    Kurier Lubelski

    Reklama "Włatców móch" od kilku dni pojawia się na oficjalnej stronie internetowej Lubelskiego Kuratorium Oświaty. Zachętę do zapoznania się z przygodami Czesia i spółki można obejrzeć na zmianę z reklamami zupy w proszku, herbaty i usług ubezpieczeniowych. Krzysztof Babisz, lubelski kurator oświaty, tłumaczy, że to pomyłka i wkrótce reklamy przestaną się pojawiać.
    - "Włatcy móch" to nie jest serial oświatowy - tłumaczy Wiesława Turżańska, polonistka z IX LO w Lublinie. - Mnie się on podoba, ale z jednym zastrzeżeniem - dzieci nie mogą go oglądać. Nie są przygotowane do jego odbioru. Pracownicy kuratorium powinni czuć moralny dyskomfort. Reprezentują instytucję, której misją jest edukacja i wychowanie. Tymczasem zajmują się reklamą.

    Kuratoria oświaty same odpowiadają za prowadzenie stron internetowych. To one decydują, co i w jakiej formie jest tam zamieszczane. Na adres www.kuratorium.lublin.pl wchodzą osoby zainteresowane np. zasadami rekrutacji do szkół czy różnego rodzaju konkursami skierowanymi do uczniów.
    Do wczoraj strona miała ponad 434 tys. odwiedzin. Pop-up, czyli "wyskakujące" reklamy zaatakowały stronę kuratorium kilka dni temu. Wśród nich jest również reklama pełnego wulgaryzmów animowanego filmu o perypetiach Czesia, jego przyjaciół i ich nauczycielki.

    - Kiedy tylko zauważyłem, co się dzieje, poprosiłem naszych informatyków o wyjaśnienie - zapewnia nas kurator Krzysztof Babisz.

    Okazuje się, że od 2006 r. (kuratorem był wtedy Lech Sprawka) LKO współpracuje z firmą Stat24. Zajmuje się ona m.in. rejestrowaniem wejść na stronę. Usługa jest bezpłatna, ale akceptując regulamin kuratorium przy okazji zgodziło się na obecność reklam. Przez jakiś czas firma nie korzystała z tego przywileju, aż wreszcie...

    - Wraz ze zmianą właściciela zmieniła się jednak nasza polityka - tłumaczy Żaneta Tarkowska, dyrektor Stat24. - W listopadzie ubiegłego roku wysyłaliśmy klientom maila z informacją na ten temat. Już niedługo każdy z nich będzie miał możliwość uzyskiwania części przychodów z reklam emitowanych na jego stronie.

    Babisz twierdzi, że żadna informacja ze Stat24 do niego nie dotarła. - Reklamy na naszej stronie są niedopuszczalne - mówi. - Zdaję sobie sprawę, że osoby, które nas odwiedzają, nie tego oczekują od strony kuratorium oświaty. Już wysłaliśmy do firmy faks z prośbą o zaprzestanie emitowania reklam.

    Kuratorium musi rejestrować wejścia na stronę. To oznacza, że będzie musiało zdecydować się na płatny system. Tam nie będzie reklam. - To koszt rzędu 200-300 zł rocznie - mówi Babisz. - Ale na kuratoryjnej stronie nie będzie żadnych "Włatców móch", zup w proszku, herbat czy ubezpieczeń.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo