Dorośli się kłócą - dzieciaki tracą

    Dorośli się kłócą - dzieciaki tracą

    Kamil Kudyba

    Kurier Lubelski

    Aktualizacja:

    Kurier Lubelski

    Młode małżeństwo, mieszkające z 15-miesięcznym synkiem przy ul. Wyżynnej, zaproponowało, żeby na pustym placu między blokami powstała ogrodzona piaskownica, w której mogłyby się bawić dzieci.
    Chcieli zbudować ją za własne pieniądze. Pomysł przepadł, bo urzędnik z Zarządu Nieruchomości Komunalnych na zebraniu wspólnoty mieszkańców wstrzymał się od głosu. - Projekt budowy małego placu zabaw pojawił się na przełomie listopada i grudnia zeszłego roku. Zaplanowaliśmy z mężem, że będzie to piaskownica i trzy ławki, ogrodzone płotem. Całość, jak oszacowaliśmy, kosztowałaby ponad 6 tys. zł. Postanowiliśmy, że zasponsorujemy wspólnotę, która nie miała pieniędzy na ten cel - opowiada pani Magdalena.


    Budowy ogródka podjęła się specjalistyczna firma, z której usług korzystało miasto, np. przy remoncie placu zabaw na ul. Glinianej. Administrator osiedla stwierdził, że decyzja musi być przegłosowana i podjęta w drodze uchwały. - Większość lokatorów poparła projekt, więc mąż, idąc w ubiegłym tygodniu na zebranie wspólnoty mieszkańców, był przekonany, że to tylko formalność, ale okazało się, że miasto pogrążyło naszą inicjatywę - dodaje pani Magdalena.

    Rzecz w tym, że Zarząd Nieruchomości Komunalnych reprezentuje 45 proc. lokatorów, pozostałe 37 mieszkań to lokale własnościowe. Na zebraniu zjawiło się 16 mieszkańców i przedstawiciel ZNK. - Dziwi mnie zachowanie zarządu. Na wcześniejszych zebraniach, nawet kiedy nie było na nich wszystkich lokatorów, przedstawiciel miasta popierał większość - mówi pan Konrad.

    Na pytanie, czy ZNK wspiera inicjatywy lokatorów, usłyszeliśmy: - Takie działania są jak najbardziej korzystne i każdy ze współwłaścicieli może to traktować jako prezent, ale nic nie może być robione na siłę. To musi być przemyślana sprawa, trzeba ustalić kwestie odpowiedzialności czy konserwacji sprzętu, pojawiały się też głosy sprzeciwu. Nasz urzędnik wstrzymuje się od głosu, kiedy nie ma jasności co do zdania lokatorów, których reprezentuje - tłumaczy Artur Cichoń, rzecznik prasowy ZNK w Lublinie i dodaje, że sprawa placyku przy Wyżynnej jest nadal otwarta.

    Ogródek podzielił mieszkańców. - U nas jest mało dzieci. Po co mam dokładać do czegoś, z czego nie będę korzystał? - pyta jeden z nich. - Miałem małe dzieci i wiem, że takie miejsce jest potrzebne. Plac powinien tu powstać - ripostuje kolejny.

    Młode małżeństwo zostało jednak skutecznie zniechęcone do podejmowania kolejnych inicjatyw. - Nie chcieliśmy od nikogo pieniędzy, nie szukaliśmy konfliktu, chcieliśmy, żeby ogródek służył wszystkim. Najwyżej teraz będziemy chodzić z synkiem na plac zabaw oddalony od naszego bloku o 800 metrów - podsumowuje pan Konrad.


    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo