Chciał rozjechać nawet policjantów, a sąd był dla niego...

    Chciał rozjechać nawet policjantów, a sąd był dla niego łaskawy

    Łukasz Chomicki

    Kurier Lubelski

    Kurier Lubelski

    Robert P., pirat drogowy, który po pijanemu szalał samochodem po ulicach Lublina i próbował rozjechać policjantów, jest już na wolności. Sąd Rejonowy nie przychylił się do wniosku prokuratury, która chciała aresztowania mężczyzny.
    - 40-latek usłyszał w weekend trzy zarzuty. Spowodowania zagrożenia katastrofą w ruchu lądowym, jazdy po pijanemu i zmuszania funkcjonariusza do odstąpienia od wykonywania czynności służbowych - mówi Beata Syk-Jankowska z Prokuratury Okręgowej w Lublinie. - Wnioskowaliśmy o tymczasowe aresztowanie mężczyzny, któremu grozi osiem lat więzienia.

    Wczoraj Robert P. stanął przed sądem. Ten nie zdecydował się na umieszczenie go za kratkami. Mężczyzna dostał tylko dozór policyjny.

    Decyzja sądu wzbudziła ogromne emocje wśród funkcjonariuszy. - Postanowienie sądu było po prostu szokujące. Przecież na miejscu policjantów, których życie było zagrożone, mogła się znaleźć każda inna osoba - komentuje Andrzej Skrobas, przewodniczący Związku Zawodowego Policjantów KMP Lublin.

    - Nie wiem, jaka była argumentacja, ale ta decyzja sądu jest co najmniej dziwna - mówił z kolei Arkadiusz Mularczyk, zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, którego poprosiliśmy o zabranie głosu w tej sprawie.

    Dlaczego sąd był tak łaskawy dla pirata drogowego? - Nie znam sprawy, proszę o kontakt w poniedziałek - odpowiedziała wczoraj Barbara Du Chateau, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie.

    40-letni Robert P. na długo pozostanie w pamięci lubelskich policjantów. W piątek kilka minut przed godz. 20 przy al. Tysiąclecia mężczyzna przejechał swoim oplem omegą przez przejście dla pieszych na czerwonym świetle. Zrobił to na oczach policjantów drogówki. Kiedy funkcjonariusze próbowali go zatrzymać, 40-latek dodał gazu i skręcił w al. Unii Lubelskiej.

    - Policjanci włączyli sygnały i zaczęli gonić pirata - relacjonuje podkomisarz Jacek Deptuś z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. - Po drodze kierowca łamał wszystkie możliwe przepisy, momentami jechał nawet "pod prąd". Na wysokości ul. Wolskiej pirat drogowy uderzył w miejski autobus. To go nie zatrzymało. Rozpędzony opel pędził kolejno ul. Fabryczną, Krochmalną i Alejami Zygmuntowskimi. Tam na wysokości skrzyżowania z aleją Piłsudskiego policjanci zorganizowali pierwszą blokadę. - Kierowca ominął ją zjeżdżając na stację paliw - mówi Jacek Deptuś.

    W pewnym momencie szaleńca ścigało kilka policyjnych radiowozów, a ten gnał kolejnymi ulicami. Zatrzymał się dopiero na ul. Nadbystrzyckiej.

    Tu policjanci chcieli odebrać kierowcy kluczyki. Mężczyzna ruszył gwałtownie i próbował przejechać dwoje funkcjonariuszy. - Jeden z policjantów, aby uniknąć potrącenia, złapał się za reling auta. Był ciągnięty przez samochód kilkanaście metrów - mówi Deptuś.

    Piratowi udało się uciec. Opel wjechał w osiedlowe uliczki i tam próbował zgubić pościg. 40-latek zatrzymał samochód dopiero na policyjnej blokadzie przy nowym odcinku ul. Jana Pawła II.

    Robert P. z Lublina miał prawie 1,2 promila alkoholu w organizmie. Mężczyzna nie jechał sam. W samochodzie wiózł swojego 51-letniego kolegę. On również był pijany.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo