W naszej gminie jak w rodzinie

    W naszej gminie jak w rodzinie

    Aleksandra Dunajska

    Kurier Lubelski

    Kurier Lubelski

    Teściowa jest sekretarzem w Urzędzie Gminy, a synowa dostała pracę w Ośrodku Pomocy Społecznej. Chodzi o Martę Iskierkę, synową Danieli Iskierki, sekretarza UG Niemce, która od marca pracuje w księgowości OPS (to jednostka organizacyjna gminy, siedzibę ma w tym samym budynku). Przypadek? Nawet jeżeli tak, to nie jedyny.
    W Referacie Finansowym UG pracuje Teresa Strzelec-Grabowska, swatowa pani sekretarz. W Zakładzie Gospodarki Komunalnej zatrudniono zięcia siostry Danieli Iskierki.

    O sprawie poinformował nas oburzony Czytelnik. Zwierzchnicy wymienionych osób podkreślają, że rodzinne koligacje nie miały wpływu na ich zatrudnienie. - Pani Iskierka została wybrana w konkursie. Miała wiedzę z księgowości, znała też odpowiedzi na stawiane pytania - np.: ile trwa kadencja wójta?
    - tłumaczy Barbara Ściseł, p.o. kierownika OPS. - To, że pan Cyrankiewicz dostał pracę, nie miało nic wspólnego z tym, że jest zięciem siostry pani sekretarz - podkreśla Wiesław Zembrzycki, dyrektor ZGK.

    Kiedy idzie się korytarzem urzędu, na drzwiach można kilkakrotnie zobaczyć nazwisko Czyżyk. Takie samo widnieje przy wejściu do gabinetu wójta. Anna Czyżyk pracuje w Zakładzie Gospodarki Komunalnej, a Bożena Czyżyk - w księgowości. Przypadkowa zbieżność nazwisk? - W takiej małej miejscowości Czyżyków jest wielu, niekoniecznie muszą być spokrewnieni - zaznacza dyr. Zembrzycki. - To akurat nie jest prawdą, bo są rodziną - ripostuje Sławomir Mroczek, radny gminy.

    Sprawy nie chcą komentować władze Niemiec. - Nie mam upoważnienia do udzielania informacji - ucięła sekretarz Iskierka. I odesłała nas do zastępcy wójta Jarosława Królika. Ten powiedział mniej więcej to samo i... poradził, żeby poprosić o komentarz wójta Stefana Czyżyka. Ten był przez 2 dni nieuchwytny. - Wójt jest chory - usłyszeliśmy w sekretariacie.

    Mieszkańcy Niemiec zżymają się, kiedy pytamy ich o koligacje urzędzie. - Wszyscy o tym wiedzą. Oczywiste, że pracy w gminie nie dostanie się bez znajomości - denerwował się pan Ryszard, którego spotkaliśmy w kiosku Lotto, obok urzędu.

    - Taki problem zawsze występował, ale w ostatniej kadencji samorządu bardzo się nasilił. Niby wszyscy są wyłaniani w konkursach, ale jak jest naprawdę, każdy wie - zaznacza Sławomir Mroczek. Innego zdania jest radny Wiesław Kasperek. - Nie wiem, o co ten szum, to raczej norma w naszym kraju. Prawo przecież tego nie zabrania - podkreśla.

    - Jeśli żadna wskazana osoba bezpośrednio nie podlega pani sekretarz, to prawo rzeczywiście tego nie zakazuje. Jednak taka sytuacja sugeruje, że możemy mieć do czynienia z nepotyzmem - uważa Adam Sawicki z Fundacji im. S. Batorego. - Oczywiście każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie, ale zawsze rodzi się w takich sytuacjach pytanie, czy dana osoba dostała pracę, bo była bardziej kompetentna od innych, czy też decydowały znajomości. Mieszkańcy odbierają to jako przejaw nieuczciwości władzy. Najgorsze jest jednak to, że w Polsce wśród polityków i samorządowców nepotyzm i konflikt interesu cały czas nie są traktowane jako problem. Czasami wręcz tłumaczy się to potrzebą pomagania rodzinie - dodaje Sawicki.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo