WIADOMOŚCI LUBLIN 09.11.2009

Zamiast po karetkę dzwonią po rodziców

Apel matki poszkodowanego ucznia. Szkoło, wykaż się większą wrażliwością!

Gdy nie ma pielęgniarki, decyzję o wezwaniu karetki najczęściej podejmują dyrektorzy. Fot. Jacek Babicz

Gdy nie ma pielęgniarki, decyzję o wezwaniu karetki najczęściej podejmują dyrektorzy. Fot. Jacek Babicz

- Mój syn doznał urazu na wuefie. Miał objawy wstrząsu mózgu, a szkoła nie wezwała karetki - denerwuje się pani Ewa, matka Grzegorza, ucznia jednego z lubelskich gimnazjów. - Apeluję do nauczycieli i dyrektorów: kiedy dochodzi do wypadku, nie zostawiajcie uczniów bez pomocy! Nie przerzucajcie całej odpowiedzialności na rodziców! Sytuacja, w której znalazł się mój syn, nie powinna się nigdy powtórzyć.

Są procedury, które mówią, w jaki sposób powinna zachować się szkoła, gdy na jej terenie dochodzi do wypadku z udziałem ucznia (patrz ramka). Przypadek syna pani Ewy pokazuje, że nie wszyscy nauczyciele ich przestrzegają.

- Na wuefie klasa miała ćwiczenia z piłką do rugby - opowiada pani Ewa. - W którymś momencie syn upadł i przewróciło się na niego kilku kolegów.

Na początku wszystko było w porządku. Ale na kolejnej lekcji chłopca zaczęła boleć głowa. Później pojawiły się nudności. - Nauczycielka odesłała syna do sekretariatu - opowiada matka. - Ktoś stamtąd zadzwonił po mnie. Przyjechałam, ale zajęło mi to ok. 40 min. Kolejne dwie godziny upłynęły, zanim obejrzał go lekarz na izbie przyjęć.

U 13-latka zdiagnozowano wstrząśnienie mózgu, pęknięcie wyrostka i zapalenie otrzewnej.

Dlaczego szkoła nie wezwała pogotowia? Nie mogliśmy o to zapytać, bo matka Grzegorza tego nie chciała.

- Nie chodzi mi o napiętnowanie tego gimnazjum - wyjaśnia. - Na pewno nie jest to pojedynczy przypadek. Trzeba uwrażliwić nauczycieli .

Dyrektorzy innych placówek, z którymi rozmawialiśmy, potwierdzają, że w szkołach dość często dochodzi do wypadków.

Zaprzeczają jednak, że lekceważą takie sytuacje. - W ubiegłym roku szkolnym był taki tydzień, gdy trzy razy wzywaliśmy do szkoły karetkę - mówi Marek Krukowski, dyr. Gimnazjum nr 18. - Nie są to decyzje błahe, jednak jeśli sytuacja tego wymaga, nie wahamy się.

 

Co na ten temat mówią przepisy?

Rozporządzenie ministerstwa edukacji dotyczące bezpieczeństwa i higieny pracy w szkołach: mówi m.in. o tym, że pracownik szkoły, który widzi wypadek lub dowiaduje się o nim, powinien „niezwłocznie zapewnić poszkodowanemu opiekę, w szczególności sprowadzając fachową pomoc medyczną, a w miarę możliwości udzielając poszkodowanemu pierwszej pomocy”. Przepisy informują też, że o wypadku szkoła powinna zawiadomić m.in. rodziców lub prawnych opiekunów ucznia.

Maria Krzos

Drukuj | Wyślij

Wykop.pl iconGwar.pl iconLinkr.pl iconDigg icondel.icio.us iconNewsvine iconYahoo MyWeb iconGoogle icon
Na góręNa górę

Komentarze (21)

Wyświetlanie Sortowanie

Zamiast po karetkę dzwonią po rodziców

Autor: aaaaaaaaaaaaaaaaaa | Data: 09.11.09, 10:43:23

Wychowawczyni tłumaczyła nam na zebraniu, że zgodnie z obowiązującymi przepisami szkole nie wolno wzywać pogotowia - może to zrobić tylko rodzic. Jest to jakiś idiotyzm, który wynika z prawa, ale restrykcyjnie go się trzymając - tak niestety jest.

Zamiast po karetkę dzwonią po rodziców

Autor: and | Data: 09.11.09, 11:15:23

Problem polega też na tym, ze nie ma kto pojechać z poszkodowanym dzieckiem. Nie ma w szkołach pielęgniarek (albo są tylko na godziny). Naquczyciela nie można wysłac, bo co zrobić z klasą dzieci?. I cały problem w takich procedurach. Jak dziecko się kwalifikuje tylko do chwilowej opieki pogotowia, czy izby przyjęć, to kto go potem odprowadzi di domu?

Proste?

Zamiast po karetkę dzwonią po rodziców

Autor: Gość | Data: 09.11.09, 11:31:40

W przypadku NIEUZASADNIONEGO wezwania karetki kosztami obciążony jest wzywający... no cóż, zwykłe uderzenie w głowę nie uzasadnia wezwania karetki(?) - pomimo realnej groźby zagrożenia życia... ale takowe może nastąpić nieco później. Dlaczego pisze o uderzeniu w głowę? Bo mdłości pojawiające się po jakimś czasie po upadku wskazują na wstrząs mózgu - być może lekki, być może całkiem bez konsekwencji (oby tak było), ale jednak. No cóż, niech rodzice się martwią. Matka przyjechała, dzieckiem się zajęła, problem szkoła ma z głowy. I plan lekcyjny się nie posypał, i nauczyciel któryś nie musi się fatygować z dzieckiem - a inny przejąć klasy... lekko, łatwo i przyjemnie.

Zamiast po karetkę dzwonią po rodziców

Autor: mario | Data: 09.11.09, 13:34:22

Jak jesteś taki mądry to wytłumacz mi postępowanie dyrekcji przedszkola do którego chodzi moja córka i w którym to przedszkolu podczas pobytu na placu zabaw córka złamała rękę.

Dyrekcja zadzwoniła do mnie informując mnie o tym że podczas zabawy córka przewróciła się i coś stało się jej w rękę i że mam natychmiast przyjechać bo dziecko bardzo płacze, gnałem ponad trzydzieści kilometrów do Lublina bo akurat w momencie zdarzenia byłem poza miastem, musiałem się przedrzeć przez całe miasto, odebrać dziecko i znów jechać przez całe miasto by zawieźć je na oddział ratunkowy na Chodźki.

Wytłumacz mi jak można tak postępować????

Zamiast po karetkę dzwonią po rodziców

Autor: do Gość | Data: 09.11.09, 12:21:09

Popracuj w szkole, to odechce ci się durnych komentarzy. Zamiast tradycyjnie przywalać nauczycielom, zapytaj, gdzie są szkolni lekarze, gdzie pielęgniarki, kto konstruuje przepisy dotyczące bezpieczeństwa i opieki nad dzieckiem w razie wypadku. Czy w przypadku bardzo poważnego urazu, związanego z ryzykownym zabigiem operacyjnym, chcesz, aby nauczyciel decydował i podpisywał zgodę ? Czy uważasz, że dziecko po wypadku potrzebuje obok siebie przypadkowego nauczyciela (wychowawca nie ma w szkole calodobowego dyżuru) . czy może jednak rodzica ? Wszystko wydaje się proste, jak siedzi się z nosem w monitorze.

Zamiast po karetkę dzwonią po rodziców

Autor: http://www.tnij.org/silver2009 | Data: 09.11.09, 13:41:40

Ja siedze z nosem w monitorze i nie wiem co w tym skomplikowanego-był wypadek to dzwoni sie na pogotowie

Zamiast po karetkę dzwonią po rodziców

Autor: isa | Data: 09.11.09, 14:02:01

To jest jakaś paranoja! Na całym świecie, w przypadku wyżej opisanym, lub podobnym, dyrektor szkoły MA OBOWIĄZEK(!) wezwać w pierwszej kolejności Służby Medyczne i następnie powiadomić prawnych opiekunów, którzy zostali jasno określeni podczas przyjmowania dziecka do kolejnej klasy. Za zwlekanie, lub zaniechanie tej procedury grożą poważne konsekwencje. Skąd wiem? Ano niestety już kilkakrotnie było mi dane przez to wszystko przechodzić we Francji, mając do niedawna 9 dzieci w wieku szkolnym.

Zamiast po karetkę dzwonią po rodziców

Autor: Ela | Data: 09.11.09, 14:50:50

Bardzo dobrze, że Kurier podejmuje temat. W nagłych przypadkach, które zdarzają się dzieciom w szkole najważniejsza jest szybkość udzielonej pomocy. I to lekarz powinien decydować co zrobić z dzieckiem po urazie. Najpierw pomoc medyczna potem rodzice. A jeśli rodzice są poza miastem...? Moje dziecko też miało wypadek na WF, i też wezwano rodziców a nie pogotowie. Skutkiem takiego działania było to, że właściwą i fachową pomoc dziecko uzyskało dopiero po kilku godzinach od zdarzenia. Gdyby zostało wezwane pogotowie - wszystko odbyłoby się znacznie szybciej. Apel do szkół ale i do rodziców dzieci - nie bawmy się w leakarzy, każdy przypóadek to indywidualna sprawa i niech dziecko po urazie obejrzy lekarz, a dopiero potem bądziemy się martwić kto z nim pojedzie na pogotowie. W pierwszej kolejności powinien być przy nim ratownik medyczny, a dopiero następnie rodzice czy nauczyciel. Pozdrawiam

Zamiast po karetkę dzwonią po rodziców

Autor: ja | Data: 09.11.09, 15:16:53

Jak rozumu i dobrej woli nie starcza żeby wiedzieć, że w razie wypadku należy niezwłocznie udzielić pomocy między innymi przez wezwanie pogotowia to może to pomoże:

art. 162

§ 1. Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

http://www.polskieustawy.com/norms.php?actid=474&norm=162&lang=48&adate=20071026&head=0

Ja bym nie poszedł na miejscu tej pani do gazety tylko do prokuratury.

Zamiast po karetkę dzwonią po rodziców

Autor: mama Grzesia | Data: 09.11.09, 15:37:40

Dziękuję za podpowiedź. Poruszyła mnie skala zjawiska w szpitalu, dzieci po urazach ze szkół były głównie przewożone przez rodziców. Szkoły umywały ręce - mówiąc kolokwialnie. Cieszę się , że temat został poruszony przez gazetę ponieważ to problem społeczny i obywatelski. Należy kształtować właściwe postawy zachowań. Osobiście powinnam wezwać pogotowie jak przyjechałam do szkoły i zobaczyłam dziecko, nie powinnam go zabierać w takim stanie, ale zadziałałam w emocjach i dopiero wieczorem na spokojnie zrozumiałam swój błąd - bo co by było gdyby stracił przytomność w samochodzie? Co bym zrobiła? A dlaczego dziecko siedziało ponad 40 minut czekając na mnie to już odrębny temat, a gdyby mnie nie było w mieście? Pozdrawiam


    123   >

Na góręNa górę

(c) by Polskapresse. Wszelkie prawa zastrzeżone.