Szkoda, że muszę z Tobą rozmawiać przez telefon...
Też wolałabym przyjechać, ale niestety nie mogę ze względu na obowiązki w studiu.
No właśnie: menedżerka mówiła przed wywiadem, że możesz być lekko zaję-ta, bo trwają studyjne pracę nad "dopieszcza-niem" jakiegoś nagrania. Jakiego?
Kończę płytę z wyśmienitym kwartetem smyczkowym Royal String Quartet
Usłyszymy jej fragmenty w Lublinie?
Do Lublina przyjadę z akustycznym materiałem z nowej płyty "Skała". To specjalnie przygotowywana trasa, do tej pory zagrałam tylko przedpremierowy, promocyjny koncert w Warszawie. Ale muszę przyznać, że będzie również mały przedsmak nowej płyty z kwartetem, bo Royal String Quartet jedzie z nami w trasę.
... dla biznesmenów pod krawatami?
Nie, dla wybranych fanów, rodziny, przyjaciół i dziennikarzy. Dla biznesmenów raczej nie grywam.
I tego ci życzę.
Nie, ja pieniędzmi nie gardzę - zdarza mi się występować, ale to są koncerty połączone z jakimiś biznesowymi bankietami, nie trasy koncertowe. I muszę powiedzieć, żewszystkie koncerty gram całą duszą, całą sobą, niezależnie od tego dla kogo i gdzie.
To rzucanie pereł przed wieprze, przecież wiem, jak takie występy wyglądają - znudzeni panowie w garniturach...
Absolutnie nie - muszę Cię zmartwić. I wśród biznesmenów zdarzają się ludzie z klasą, chłonni sztuki. I nawet jeśli nieraz na początku występu mamy kłopot z dotarciem do odbiorcy, to przy trzecim, czwartym utworze otwierają się...
... i tę marynarę zrzuca, i krawat rozwiązuje?
Tak. Nauczyłam się po prostu używać odpowiednich narzędzi: mową, ciałem, uczynkiem...
...i zaniedbaniem...
(śmiech) i niezaniedbaniem. Por prostu udaje mi się porwać nawet tę najbardziej oporną publikę.
Są w Polsce może dwie, trzy artystki, które mówią do kobiet, i to tak, że te chcą ich słuchać. Wymieniłbym Marię Peszek, Renatę Przemyk i Ciebie. Być może kogoś krzywdzę nie wymieniając, ale tylko te nazwiska przychodzą mi do głowy.
Jest ich więcej, bo...przepraszam na chwilę... (Kayah przerywa, żeby powiedzieć do kogoś po drugiej stronie słuchawki: "Wiemy, wiemy, przeszkadzajki mają teraz wejść..."). Przepraszam bardzo, to realizator naszej płyty z kwartetem. Wracając do pytania: to artystki, które mówią do kobiet, ale każda zupełnie inaczej. Wymieniłabym ich więcej.
Kogo?
Generalnie mam wiele serca do wielu artystek i powtarzanie utartego streotypu, że są między nami tarcia jest nieprawdziwe. Jestem bardzo blisko z Renatą Przemyk, kolegujemy się od wielu lat, jeszcze kiedy byłyśmy sąsiadkami, a potem, kiedy ona była wielką gwiazdą, a ja kompletnie nikomu nieznana. I to ona dzwoniła po wytwórniach, żeby je zainteresować moją płytą "Kamień" - zresztą bezskutecznie. Taką artystką, którą zaliczyłabym do tego grona, jest również Edyta Bartosiewicz.
No, ale jej raczej w muzyce teraz nie ma.
Jest, ale nie medialnie. Wiem, że ma teraz twórczy okres, ale może zastanawia się, czy warto znów pchać sięw przemysł muzyczny. Kiedy zaczynałyśmy, rozliczano nas z muzyki, a teraz tabloidy, te ich przerysowane teksty, niektórych mogą przerastać. Więc jaka jest teraz celowość dopieszczania dźwięków, układania słów, wkładania tyle pracy i emocji by wszystko brzmiało na najwyższym poziomie, jak teraz i tak napiszą o sukience?
Kiedyś to były "stare dobre czasy"?
Tak, kiedy zaczynałyśmy, to były stare, dobre czasy.
Dziwne, że akurat Ty to mówisz. Przecież psioczysz na lata 90.
Ale to był właśnie dobry czas.
To po co na swojej stronie piszesz o "specyficznym klimacie w okresie po wydaniu pierwszej płyty "Kayah", który spowolnił moją karierę". Ten okres "układu" to właśnie lata 90.
To zupełnie inna historia, dotyczy końca lat 80. Ona jest związana z atmosferą stricte w środowisku muzycznym, a dokładniej z pewnym układem. Ale nie z całym środowiskiem. Miałam po prostu pecha, że trafiłam na takich ludzi w wytwórni (chodzi o firmę fonograficzną, z którą artystka miała wieloletni konflikt - przyp. red.). Teraz rozpatruje to w kategoriach nauki. Dobrze się stało, że miałam 10 lat przerwy - dzięki temu mogłam zbierać doświadczenie u boku wybitnych artystów, takich jak Grzegorz Ciechowski, Atrakcyjny Kazimierz, De Mono. Uczyłam się. Wcześniej byłam za młoda, zbyt niedoświadczona.
Gdyby nie kłopoty z wytwórnią, nie nauczyłabym się kontrolować głosu, używać swoich atutów, no i nie nauczyłabym się mechanizmów rządzących tym biznesem.
I co się zmieniło od tamtego czasu w polskim show-biznesie?
Nie wiem, jak jest w innych wytwórniach. Ale wiem, jak bardzo bolesne i krzywdzące są sytuacje, kiedy własny wydawca utrudnia karierę. Ja, jako wydawca wmojej wytwórni Kayax, nie mam zamiaru rzucać kłód pod nogi swoim artystom. Szanuję ich i walczę o ich kariery jak lew. Nie chcę też mieszać się w ich wizje artystyczne, jak to miało niekiedy miejsce w moim przypadku.
Wtedy się robiło show-biznes tak, jak robiło się biznes w ogóle: byle jak, byle do przodu. Wydawanie płyt czy sprzedawanie skarpet na targu - nieważne co się sprzedawało, ważne, "żeby się człowiek nachapał".
Tak, ale poza tym... przepraszam, tylko posłucham jak to wyszło. (W słuchawce słychać króciutki fragment nagrania jej śpiewu z podkładem. Kayah: "Tak, jest lepiej, nie ma oczywistych ataków, jest bardziejrozmyte".) No i wracając do tematu: żeby była sprzedaż, musi być odbiorca. Kiedyś, mam wrażenie, dużo bardziej szanowano artystów. I nawet jeśli zmagaliśmy się z potwornym pirac-twem, to odbiorca był. Dziś o niego trudniej, a ofert muzycznych więcej. Na dodatek Polacy z ich kosmopolitycznym zacięciem wolą cokolwiek z Zachodu niż wartościową sztukę, która dzieje się też u nas, za ścianą.
Powiedziałaś "układ", zastanawiałem się, czy użyjesz tego słowa.
To ty go użyłeś, ja powtórzyłam...
Racja, w porządku: powtórzyłaś. Ale słowo układ przypomniało mi, że po jednym z wywiadów czytelniczka (a może zazdrosna piosenkarka, nie wiem) , że lubisz zwalać winę na "układy", "koterie", że ma dość tłumaczenia, iż Twoje niepowodzenia są nie Twoją winą.
Tak naprawdę to nie miałam niepowodzeń.
Nie miałaś?
Tak, nie wycofałam się z własnej kariery z powodu niepowodzeń, tylko z powodu nieuczciwości wytwórni.
A więc dobrze: nazwijmy to inaczej: okres, w trakcie którego zeszłaś na drugi plan, był spowodowany - zdaniem komentującej Pani - Twoim zachowaniem, podczas gdy Ty wolisz obwiniać show-biznes.
Nie, nie. Nie możemy używać słów, które nie są prawdą. Nie obwiniam żadnego show-biznesu. Po prostu podpisałam ubezwłasnowalniający kontrakt z ludźmi, którzy nie mogli ścierpieć tego, że żółtodziób może prawnie taki kontrakt zerwać. Nie byli w stanie odegrać się na mnie legalnie, więc robili mi złą opinię w środowisku.
Rozpowiadali na lewo i prawo, że jesteś niezrównoważona, mówiąc fachowo: Labilna emocjonalnie.
Nawet nie o to chodziło. Gorzej, że na każdą propozycję współpracy, jaką dostawałam, reagowali natychmiast kłamiąc - wmawiali innym, że jestem związana z nimi kontraktem. I nie miałam przez to pracy.
Stara biznesowa metoda.
Stara. I wcale się nie skarżę. Dziękuję Bogu, że dostałam taką nauczkę i za to, że mogłam się wycofać. Gdybym tego nie zrobiła, moja kariera byłaby wielkim falstartem. Nie byłam na to gotowa i już.
Skoro wspomniałaś o wytwórni. Właściwie to czym na co dzień zajmujesz się w Kayaksie? Bo stwierdziałaś kiedyś, że jesteś głównie twarzą wytwórni, a Twój wspólnik zajmuje się biznesem.
Przede wszystkim jestem inwestorem i właścicielem. A poza tym twarzą. Staram się robić to, na czym się znam i w czym mogę się przysłużyć, czyli PR. Przy każdym wydarzeniu związanym z Kayaksem, nawet kiedy wydajemy moją płytę, staram się w wywiadach mówić o moich innych artystach, o premierach ich płyt. Na początku przyszłego roku wydamy nową płytę Noviki oraz świetny klubowy album "Fox Box", mojego klawiszowca I świetnego producenta Fox'a, czyli Michała Króla, ktory notabene pochodzi z Lublina. Wśród gości wokalistów na jego płycie będą m.in. Maria Peszek, Marsija z Loco Star, Novika, czy Bunio z Dick4Dick.Oczywiście nie wtrącam się w interesy, na tym się nie znam. Choć jestem szefową, to tak o sobie nie myślę i nie mówię, bo całym interesem kręci Tomik Grewiński. Ja go w tym wspieram, wspólnie omawiamy decyzję, mamy narady. Ale zdaję się głównie na niego, jego umiejętności, znajomość mechanizmów i rynku. Szefową nazwać mnie nie można.
Doradzasz muzykom w sprawie produkcji albumu, okładki płyty itp.?
Czasem tak. Kreatywnie, "PR-owsko" udzielamsię. Ale umowy, logistyka - to mnie przerasta. W to się nie angażuję.
W Polsce trudno jest być kobietą sukcesu. To nie pytanie, tylko stwierdzenie faktu. W ogóle w Polsce jest ciężko być człowiekiem sukcesu. Sukces jest przez Polaków źle widziany, sukcesu się zazdrości, sukces zamiast stymulować innych, irytuje. Przeciętny Polak uważa, że jak sąsiad złamie nogę, to jemu się będzie lepiej chodziło.
A więc rozumiem, że teraz powiesz, iż cieszysz się, że Doda zajęła drugie miejsce w konkursie MTV Music Awards, bo to sukces.
Kto?
Doda.
Ach, nie dosłyszałam. Mnie to w ogóle nie interesuje - ani konkursy ani nagrody, ani poszczególni artyści, którzy mnie nie poruszają. Lubię artystów, którzy do muzyki coś wnoszą, przy których twórczości mogę coś przeżyć. Daleka jestem od krytykowania czegokolwiek, więc nie dam się sprowokować!
Pytałem o sukces, a teraz spytam o jego cenę. Bo Ty ją płacisz. Chodzi mi o zainteresowanie brukowców różnymi historiami z Twojego życia, ale nie ilością złotych płyt - bardziej ilością operacji plastycznych. To jest ta cena?
Najwyższą ceną jest utrata prywatności, bycie wciąż pod obstrzałem ocen.
Ocen nie artystycznych, jeśli dobrze rozumiem?
Tak, bo niby moja praca kończy się po zejściu ze sceny, ale w rzeczywistości oceniane są sprawy, które w ogóle z muzyką nie mają nic wspólnego, a ja piętnowana za rzeczy, których nigdy nie zrobiłam. Wiem jednak, że to walka z wiatrakami i jedyne, co mogę zrobić, żeby zachować zdrowie psychiczne, to walczyć o swoją wolność ignorując to, co ludzie o mnie myślą. Robię swoję. Wymagało to wprawy, ale się udało. Zresztą, wydaję na tyle inteligentne płyty i nagrywam myślące piosenki, że trafiają one do wrażliwych osób. Do takich właśnie osób kierowana jest też moja trasa koncertowa Kayah "Skała" akustycznie. Te osoby nie kupują szmatławców i nie podniecają się niezdrowymi sensacjami wyssanymi z palca. U mnie do domu nie przynosi się tego typu gazet, nie grzebie się w internecie w"pomponikach", "plotkach" i podobnych portalach. Jest absolutny zakaz. Nawet mój jedenastoletni synek umie się do tego zakazu zastosować. Nie plotkuje się o innych ludziach, nawet o tych, do których nie czujemy sympatii. Po prostu nie wpuszczamy trucizny do domu.
***
Rozdajemy bilety
Mamy dla Was bilety na dzisiejszy koncert Kayah w Lubelskiej Filharmonii. Dzwońcie dzisiaj 81 446-28-00, o godz. 10.00
Piątek, Kayah akustycznie,Filharmonia Lubelska, g. 20.30, bilety 60-100 zł






Komentarze
Na górę