Można się spierać, o czym jest ten film: o kłamstwie w polityce, o styku polityki ze światem zwykłych ludzi. Historia przelewa się w inną historię, niektóre opowiedziane są z pazurem rasowego satyryka. Kilka wbija w fotel jak historia prowokacji służb za rządów lewicy skierowanej przeciw komisji orlenowskiej, gdy niewinnego człowieka zapakowano do aresztu.
Nie wszystkie mnie przekonały. Czy nie za łatwo przyjęto gazetową tezę, że to atak Zbigniewa Ziobry na doktora G. spowodował zapaść transplantologii? Mój sprzeciw budzi też wrzucenie do jednego wora z trikami i oszustwami wysłania wojsk do Iraku. To Aleksander Kwaśniewski ma rację,
przekonując w filmie, że przywódca musi podejmować decyzje ryzykowne, a nie Sekielski każący mu się tłumaczyć przed rodzicami zabitych żołnierzy. W takim zderzeniu polityk zawsze wypadnie gorzej.
Polemiki, pytania można ciągnąć, co też jest sukcesem filmu. Nie pozostawia on obojętnym. Jego największą zasługą jest wszakże postawienie pytania o mechanizmy. Obecny premier stosuje drobną sztuczkę, aby sobie pomóc w debacie z przeciwnikiem. Rzecznik jednej z partii rozsyła SMS-ami komunikat, którym za godzinę będą przemawiały na sejmowych korytarzach największe tuzy jego formacji. W teorii to wiemy. W praktyce nikt o tym tak dosadnie, chwilami waląc po głowie, nie przypomina. Sekielski trafnie wskazuje na kampanię 1995 r. z panem Seguelą czającym się za plecami Kwaśniewskiego jako na swoisty początek. Dziś jednak ciąg dalszy jest bardziej drastyczny. Choćby dlatego, że oni stosują te swoje sztuczki i triki za pieniądze tych, których nabierają i zwodzą.
Nie uważam, że w polskiej polityce o nic już nie chodzi, ale i Sekielski tak nie twierdzi. Po prostu jako rasowy pamflecista wywleka na wierzch brudy i wstydliwe szczegóły. Myślę, że gdzieś za fasadami z SMS- ów i demagogicznych konferencji tu i ówdzie toczy się ciekawy spór o Polskę. Tylko przygłuszony. Także przez nas dziennikarzy.
W filmie Janusz Palikot obiecuje przed kamerą, ze wpłaci dużą sumę za piekarza z Legnicy, który padł ofiarą własnej dobroczynności przyciśnięty przez skarbówkę. Potem nie dotrzymuje słowa. Po projekcji polityk PO przypomniał mi SMS-em, że jego rząd skasował potem niesprawiedliwy podatkowy przepis. Rzeczywiście, warto oddać rządowi sprawiedliwość. Tylko że na co dzień zza roześmianej twarzy Palikota i licznych Palikociątek niewiele już widać z polskiej polityki, Panie Pośle. Powinniśmy się wspólnie uderzyć w piersi.