Prywatni dłużnicy mogą wreszcie ogłaszać upadłość. Jutro wchodzą w życie odpowiednie przepisy. Mają być ratunkiem dla setek tysięcy niewypłacalnych rodzin. Zdaniem specjalistów, z dobrodziejstw legalnego bankructwa skorzystają nieliczni.

Prywatni dłużnicy mogą wreszcie ogłaszać upadłość. Jutro wchodzą w życie odpowiednie przepisy. Mają być ratunkiem dla setek tysięcy niewypłacalnych rodzin. Zdaniem specjalistów, z dobrodziejstw legalnego bankructwa skorzystają nieliczni.

 

Do tej pory ogłaszanie upadłości było zarezerwowane dla firm. Statystyczny Kowalski nie miał większych szans na wyjście z pętli długów. Teraz, jak przekonują zwolennicy nowej ustawy, może zbankrutować i zacząć wszystko od nowa.

Bankrutując, oddajemy się pod kuratelę sądu. Nasze długi automatycznie przestają rosnąć. Banki nie mogą już naliczać nowych kar i odsetek. Sąd bierze pod lupę nasze finanse. Tu zaczynają się schody.

- Z upadłości mogą skorzystać tylko osoby, które popadły w długi z przyczyn niezależnych – mówi Paweł Majtkowski, analityk firmy doradczej Finamo. – Nie można też prowadzić działalności gospodarczej. Jeśli w ciągu ostatnich 10 lat prowadziliśmy firmę i zbankrutowaliśmy, to sąd również odrzuci nasz wniosek. Takich rygorów jest znacznie więcej.

Zdaniem specjalistów, restrykcje spowodują, że z upadłości konsumenckiej skorzysta zaledwie 10 procent zadłużonych Polaków. Wielu nie przejdzie przez formalne sito. Inni zrezygnują, bo upadłość nie oznacza anulowania wszelkich długów. Trzeba się też liczyć z utratą całego majątku.

Ogłaszając bankructwo, sąd ustali plan spłaty zadłużenia. Raty mają być dostosowane do naszych możliwości finansowych. Jeśli będziemy spłacać je w terminie, to po pięciu latach możemy liczyć na umorzenie reszty długu. Wcześniej jednak stracimy mieszkanie i resztę majątku. W myśl nowych przepisów, dłużnikowi przysługują tylko pieniądze na roczny wynajem mieszkania zastępczego.

- Ta ustawa jest zbyt restrykcyjna – ocenia Majtkowski – Uchwalono ją, bo było społeczne zapotrzebowanie. Wątpię, by skorzystało z niej wielu zainteresowanych. Problemem może być nawet określenie, czy dłużnik rzeczywiście popadł w tarapaty nie z własnej winy.

Jeśli mamy kredyt hipoteczny i dotknęły nas grupowe zwolnienia, mamy szanse.

Dyskwalifikuje zwolnienie dyscyplinarne i za porozumieniem stron. Bankructwa nie ogłosimy także, jeśli sąd udowodni, że biorąc kredyt byliśmy w finansowych tarapatach.

- Dla niektórych ogłoszenie upadłości będzie lepsze, niż tradycyjne postępowanie – mówi Majtkowski. – Komornik nie będzie nas ścigał przez całe życie. Mamy szanse na umorzenie długu i powrót do systemu finansowego.

Na to trzeba czekać 10 lat. W tym czasie informacje o naszych długach są przechowywane w biurach informacji kredytowej. Sytuację finansową dłużnika monitoruje sąd, który musi zgodzić się na każdą większą transakcję.

Zaradni dłużnicy znaleźli już pierwsze „luki” w nowych przepisach. Przed złożeniem wniosku o upadłość można przecież przepisać cały majątek na rodzinę. Wtedy bankrut jest kompletnie niewypłacalny i nie można mu nic zabrać. Po 10 latach ma czyste konto i bierze następny kredyt. Specjaliści przestrzegają przed takim rozwiązaniem. Sąd może bowiem cofnąć zmiany własnościowe, które nastąpiły nawet rok przed rozpoczęciem postępowania upadłościowego.