We wtorek poznamy zwycięzcę przetargu na śmigłowce dla MON. - Wszystko wskazuje na to, że my go przegramy - twierdzi prezes PZL-Świdnik. - Trzymajcie kciuki za naszą wygraną, aczkolwiek jest ciężko - powiedział w piątek Krzysztof Krystowski, prezes PZL-Świdnik.

Mowa o wartym ok. 10 mld zł przetargu na dostawę 70 śmigłowców dla polskiej armii. O kontrakt walczy francuski Airbus (śmigłowiec EC725 caracal), amerykańska korporacja Sikorsky z zakładem w Mielcu (black hawk) i PZL-Świdnik, wchodzący w skład włosko-brytyjskiej AgustyWestland (AW149). Dwie firmy już montują część sprzętu w Polsce. Airbus dopiero wchodzi na  nasz rynek. Gra toczy się o tysiące miejsc pracy. Z szacunków naukowców z UMCS wynika, że wybór AW149 może przyczynić się do utworzenia nawet 5900 etatów.

- Nie walczymy tylko o pieniądze, ale o strategiczną po-zycję PZL-Świdnik w grupie AgustaWestland i na świecie oraz pozycję Polski na globalnym rynku śmigłowcowym - twierdzi Krystowski. Jednak pojawiają się pogłoski, że to Francuzi mają największe szanse. - Chcę wierzyć, że to nie jest prawda - przyznaje Roman Jakim z Krajowej Sekcji Przemysłu Lotniczego NSZZ "Solidarność". Strona społeczna już wcześniej zgłaszała swoje obawy co do przetargu. W piątek minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak zapewnił związkowców, że wszystkie procedury przebiegają zgodnie z prawem i zarzuty podważające ich jakość są niewiarygodne. - Wierzę, że wygra zdrowy rozsądek - mówi Jakim.

Komisja przetargowa wybierze dostawcę we wtorek. W piątek związkowcy ponownie spotkają się z ministrem, żeby przeanalizować jej postanowienia.

Piotr Nowak