Do transakcji dochodzi, gdy kierowca przekroczył prędkość, a zdjęcie z fotoradaru jest niewyraźne i nie widać, kto siedział za kierownicą.

Jeśli taki kierowca nie chce dostać kolejnych punktów, to szuka kogoś, kto je przyjmie.



I zazwyczaj znajduje, ale oczywiście nie za darmo. Stawki za jeden punkt wahają się od 100 do 300 zł.



Udowodnienie, że kierowca sprzedał punkty karne jest praktycznie niemożliwe. To tak, jak z łapówką. Jeśli jednej i drugiej stronie zależy na utrzymaniu tajemnicy, to ciężko znaleźć przestępcę - podkreśla podinsp. Joanna Kącka z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.



Czy sprzedawanie punktów karnych ma sens? Komenda Główna Policji, twierdzi, że nie.



Właściciel pojazdu ma prawny obowiązek wskazania, kto kierował autem. Jeśli jednak nie pamięta, to zgodnie z przepisami, może się po prostu przyznać, że tego nie wie. Dostanie za to od 20 do 500 zł kary grzywny i żadnych punktów karnych.



Natomiast za składanie fałszywych zeznań grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności.