Janusz Palikot domaga się wyjaśnień w kwestii premii, w wysokości 50 tys. zł, jakiej - według niego - udzielił sobie prezydent Lech Kaczyński. Poseł Platformy Obywatelskiej podkreślił, że do żądania takich wyjaśnień uprawnia go ustawa o dostępie do informacji publicznej.

 

Zdaniem Janusza Palikota, przyznanie sobie premii w wysokości 50 tys. zł w czasach kryzysu musi być szczególnie uzasadnione. Poseł PO dodał, że domaga się również wyjaśnienia, czy także inni pracownicy Kancelarii Prezydenta otrzymali premie i jakiej wysokości.

 

Janusz Palikot zastrzegł, że jeśli nie otrzyma odpowiedzi na swoje pytania, zwróci się w tej kwestii do Rzecznika Praw Obywatelskich.

 

Palikot napisał na swoim blogu, że "Lech Kaczyński zatrudniając około 350 urzędników (plus Bugaj i Glapiński, którzy piją kawę z prezydentem społecznie) przewyższył zatrudnienie z czasów Kwaśniewskiego o jakieś 150 osób".

"Pomijam fakt, że w końcu minionego roku, już strasząc Polaków nadciągającym kryzysem!, żądał na wydatki swego urzędu niemal 190 milionów złotych budżetu – to jest około 40-50 milionów więcej niż wynosił średnioroczny budżet kancelarii jego poprzednika!" – dodaje.

 

Szef lubelskiej PO przedstawił też wyliczenia dotyczące kosztów działalności prezydenta.

 

"Z solidnych dziennikarskich wyliczeń wynika, że mamy najdroższego prezydenta w Europie Środkowej! Prezydent Czech kosztuje statystycznego Czecha 1,2 zł, prezydent Słowacji kosztuje swojego obywatela 2,5 zł, Węgier płaci na szefa swego państwa 2,4 zł… A Polak? Lech Kaczyński kosztuje każdego z nas 4,1 złotego…" - pisze.

 

"Drogiemu jubilatowi w imieniu moich czterech złotych i dziesięciu groszy gratuluję zatem i jubileuszu, i wysokiej nagrody, i rozmachu w wydawaniu publicznych pieniędzy" – kończy Palikot.