Kryzys finansowy to pojęcie mocno rozdmuchane – mówi Andrzej Makolągwa, prezes Stali Poniatowa, drugoligowego klubu piłkarskiego. Podobne zdanie mają również przedstawiciele innych dyscyplin na Lubelszczyźnie. Wniosek? W naszym regionie panuje moda na mądre zarządzanie.

Ile kosztuje utrzymanie klubu piłkarskiego? – Wiele zależy od klasy rozgrywkowej – mówi Wiesław Tokarski, prezes Wisły Annopol występującej na co dzień w lubelskiej klasie okręgowej. – Nasz budżet wynosi 65 tysięcy złotych i jest o 20 tysięcy większy niż w poprzednim roku.

Mamy zamiar iść w górę

 

Nie da się ukryć, że taka kwota w zupełności wystarcza na szóstą, co do kolejności, klasę rozgrywkową. Niestety, ale pieniądze nie zawsze przekładają się na wynik sportowy i, chociaż Wisła w tym sezonie spisuje się, jak na beniaminka, bardzo dobrze, to po rundzie jesiennej zajmuje dopiero jedenaste miejsce. – Ale mamy zamiar iść w górę tabeli – od razu dodaje Tokarski.

Podstawą sukcesu jest również poparcie władz samorządowych. – Większość naszych dotacji pochodzi z gminy. Dodatkowo, trzynaście tysięcy złotych dostajemy z Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Te pieniążki musimy jednak przeznaczyć na futbol młodzieżowy – wyjaśnia prezes.

 

Ile pochłaniają dresy

 

Kolejnym warunkiem koniecznym, aby zbudować klub, który będzie odporny na kryzys finansowy, jest znalezienie licznej grupy sponsorów. – Jeżeli budżet opiera się na jednym sponsorze, to w przypadku jego odejścia klub upada. W zeszłym roku wsparło nas ponad 40 osób – wyjaśnia tajemnicę sukcesu Tokarski.

W tym miejscu kończą się jednak przyjemności, a zaczynają wydatki. Piłkarze muszą w czymś grać, więc na same ich ubranie należy wydać 5700 zł. Składa się na to cena kompletu strojów (2700 zł) i dresów (3000 zł). Jeżeli ubraliśmy już swój wymarzony klub, to teraz trzeba zapewnić im również plac do gry. Utrzymanie płyty w dobrym stanie przez cały rok to koszt od 1500 DO 2000 zł. – Uważam, że murawa w Annopolu należy do jednych z najlepszych w naszej lidze – chwali się prezes.

 

Nie za darmo

 

Nie wolno zapominać, że piłkarz, nawet w „okręgówce”, nie będzie grał za darmo. W Annopolu zawodnik dostaje 5 zł za trening oraz premię za wygrane spotkania. Jeżeli chodzi o samo spotkanie, to z nim również wiążą się znaczne wydatki. Sędziowie, w zależności od liczby, to koszt od 500 do 700 zł, porządkowi 100 zł, a obsługa medyczna waha się w okolicach 50 zł. Jedynie spiker jest darmowy, bo najczęściej w jego rolę wciela się sam prezes.

Zyski? – Praktycznie jedynym zyskiem są wpływy z cegiełek, które można kupić przy wejściu. Po jednym meczu możemy sobie doliczyć do naszego konta około 300 zł – wyjaśnia sternik Wisły.

 

Skarbonka

 

Jeżeli jednak mecz jest na wyjeździe, to odpadają i takie wpływy. Wynajęcie średniej klasy autokaru to koszt 500 zł. Wisła w jednym sezonie gra piętnaście spotkań wyjazdowych, co, jak łatwo obliczyć, daje sumę 7500 zł. A do tego należy dodać jeszcze premie za zwycięstwa.

Klub piłkarski to typowa skarbonka bez dna. – To jest jednak pasja, której nie da się zamienić na pieniądze. Na kryzys jesteśmy gotowi, bo choć wydatki są spore, to jesteśmy w stanie bez problemu przetrwać nawet w jego dobie – kończy Tokarski. Marzenie chłopca

 

Jak sprawy finansowe przedstawiają się w boksie? Aby utrzymać średniej klasy klub bokserski należy mieć przygotowane około 40 000 zł. – To absolutne minimum – zaznacza Robert Władysiuk, prezes GPTB Avii Świdnik. Wydaje się, że bokserom, zwłaszcza amatorskim, będzie o wiele trudniej znaleźć sponsorów, ale nic bardziej mylnego. Klub bokserski to marzenie każdego dużego chłopca, więc wielu prezesów firm decyduje się na sponsorowanie zespołów pięściarskich. – Różne firmy przekazują nam około 15 000 zł. Reszta sumy pochodzi z przeróżnego rodzaju dotacji – tłumaczy Władysiuk.

 

Ochraniacz za 250

 

Minusem tego sportu jest dość duży koszt ubioru zawodnika. – Rękawice wynoszą około 300 zł, kask 250 zł, ochraniacze na męskie, czułe miejsca 250 zł, koszulka i spodenki 120 zł, skarpety 15 zł, a buty 200 zł – wylicza Władysiuk. Również do najtańszych nie należy organizacja meczu. Spotkanie domowe w młodzieżowej międzyokręgowej lidze bokserskiej kosztuje około 2 500 zł.

 

Na co to idzie? Pięciu sędziów to koszt około 1000 zł, technicy 500 zł, lekarz 200 zł, spiker i nagłośnienie 250 zł, a wynajem hali około 1000 zł, którą jednak czasami Avia ma zapewnioną nieodpłatnie.

– Trzeba pamiętać, że wszystkie sumy podawane są dla klubu, który stara się szkolić młodzież, ale musi też uważać na finanse. Jeżeli chciałoby się szerzej zająć trenowaniem najmłodszych, to wiadomo, że koszty wzrosłyby – zaznacza Władysiuk.

 

Dotują nas

 

Kryzys finansowy nie jest straszny również koszykarkom AZS UMCS Lublin. – Nasze środowisko już dawno nie odczuwało tak pozytywnego spojrzenia miejskich rajców – twierdzi Dariusz Wierzbicki, prezes AZS UMCS, który skupia oprócz sekcji koszykówki również m.in. szachy i lekką atletykę.

Na drugie półrocze 2008 roku AZS UMCS na koszykówkę kobiet otrzymał z Urzędu Miasta 15 000 zł dotacji.

 

Bus albo autobus

 

O wiele tańsze za to wydaje się być utrzymanie drużyny. Powód? Ekipa koszykarska liczy zazwyczaj około dwunastu zawodniczek. – Na stroje jeszcze nie wydawaliśmy pieniędzy, bo jeden komplet sfinansował nam Lubelski Związek Koszykówki a drugi prywatny sponsor . Spodenki i koszulka kosztują około 120 zł – wyjaśnia Wierzbicki.

Kolejnym elementem, na którym można zaoszczędzić, są wyjazdy. – Na mniej ważne mecze wynajmujemy busa, a na dalsze eskapady jedziemy autokarem. W pierwszym przypadku musimy wydać około 500 zł, a w drugim 1800 zł. Do tego trzeba jednak doliczyć jeszcze wyżywienie, czyli około 300 zł – dodaje prezes.

 

Tylko raz przegraliśmy

 

Mecz domowy, to również spore przedsięwzięcie. Skoro odpadła opłata za wynajęcie hali, to sam mecz nie wychodzi zbyt drogo, bo „zaledwie” około 650 zł. Sędziowie (400 zł), opieka lekarska (120 zł), obsługa techniczna (100 zł) i woda (30 zł). Jednak trzeba podkreślić, że mecz koszykówki kobiet, wraz ze wszystkimi przerwami związanymi z faulami i zmianami, trwa około 80 minut. Wychodzi na to, że minuta biegania lublinianek po parkiecie kosztuje klub trochę ponad 8 zł.

– Warto jednak inwestować w ten zespół pieniądze, gdyż w dotychczasowych czternastu meczach przegraliśmy tylko raz. Walczymy o awans do pierwszej ligi A i wierzę, że uda się nam to. Uzyskanie promocji pozwoli przyciągnąć nowych sponsorów – wyraża nadzieję prezes.

 

Drogie szachy

Stosunkowo najmniej opłacalne jest finansowanie szachów i lekkiej atletyki. Koszt wyjazdu na jeden turniej w szachach waha się od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. – Dla przykładu za udział dwóch zawodników w niedawno zakończonych szachowych Indywidualnych Mistrzostwach Polski Seniorów zapłaciliśmy 5000 zł. Fakt, że trwał on aż dwa tygodnie – wyjaśnia Wierzbicki.

Podobne koszty związane są z zawodami lekkoatletycznymi. – Podobnie jak w szachach, 90 procent funduszy przeznaczane jest na wyjazdy oraz zgrupowania. Jest tylko mała różnica. Lekkoatleci występują o wiele częściej, dlatego kwoty wydawane na podróże są dużo wyższe – tłumaczy Wierzbicki.

 

Sala za darmo

 

Wydaje się, że najłatwiej jest utrzymać drużynę tenisistów stołowych. Budżet Amatora Leopoldów Rososz, drużyny kobiecej występującej w trzeciej lidze, wynosi zaledwie 6 000 zł. – To jest niewiele, ale wiele spraw udaje się nam załatwić za darmo: np. salę bezpłatnie wynajmujemy od Zespołu Szkół Zawodowych nr 2 w Dęblinie. W innym wypadku nie dalibyśmy sobie rady – tłumaczy Dariusz Piwoński, trener Anatora.

Sama sala jednak nie wystarczy, aby skutecznie walczyć w trzeciej lidze. – Przede wszystkim należy opłacić wpisowe i opłaty licencyjne, które w tym roku wynosiły 700 zł. Wiadomo, że jest ono zależne od klasy rozgrywkowej. Poza tym zawodniczka musi mieć zapewniony strój (150 zł) oraz buty (100 zł) – wyjaśnia szkoleniowiec. A rakietki? – Deska to 100 zł, a okładzina około 150 zł – wylicza Piwoński.

 

Jaki kryzys

 

Tenis stołowy to wyczerpujący sport, w którym zawodniczki często popijają wodę. – Kiedy jedziemy na mecze wyjazdowe, to dziewczyny mają zapewnione diety i wodę. Na jedną ping – pongistkę przypada około 20 zł – wyjaśnia trener.

A kryzys? – Wydaje mi się, że nie ma się czego bać. Jeżeli klub jest mądrze zarządzany, to nie będzie miał problemów ze zmieszczeniem się w budżecie na koniec roku – tłumaczy Piwoński.

– Moja złota rada dla ludzi zajmujących się sportem brzmi: należy mierzyć siły na zamiary – kończy Tokarski.