Firma Aero z miejscowości Vodochody koło Pragi, stolicy Czech, i włosko-brytyjska Agusta Westland pozostały na placu boju o Wytwórnię Sprzętu Komunikacyjnego „PZL Świdnik” SA. Wyboru nabywcy 87,62 proc. akcji świdnickiej spółki dokona Agencja Rozwoju Przemysłu. Kiedy i za ile sprzeda ten pakiet – nie wiadomo.

– Żadne decyzje nie zapadły – mówi Roma Sarzyńska, rzecznik ARP. I dodaje: – Pieniądze to nie wszystko. Chcielibyśmy, by nabywca inwestował w zakład i zapewnił jego rozwój.

Sarzyńska nie chce ujawnić szczegółów dotychczasowych rozmów prowadzonych przez ARP z potencjalnymi inwestorami.

Największy czeski producent lotniczy Aero Vodochody pojawił się na placu boju pod koniec listopada 2008 r., kiedy to złożył w Agencji Rozwoju Przemysłu ofertę zakupu Świdnika.

– Nie chcemy udawać lotniczego giganta – prezes Aero Igor Hulak widzi swą spółkę we właściwych wymiarach. – Przynosimy do PZL Świdnik stabilny i atrakcyjny plan wspólnej działalności – deklarował na spotkaniu w Lublinie.

O tym, że właścicielem Świdnika może zostać Agusta Westland, mówiło się już od dawna. Od 13 lat współpracuje ze świdnicką fabryką, to właśnie do Agusty Westland trafia 35 proc. całej sprzedaży zakładu. Do Włoch pojechało m.in. blisko tysiąc wyprodukowanych w Świdniku kadłubów śmigłowców.

– Świdnik będzie jednym z głównych filarów naszej produkcji – deklarowali przedstawiciele Agusty Westland.

– To nasz strategiczny partner – przyznawał Jan Mazur, rzecznik PZL Świdnik.

Agusta Westland rozważa ograniczenie kooperacji lub nawet całkowite wycofanie się z niej, jeśli przegra bitwę o PZL Świdnik.