Sanepid chciał skontrolować zakład produkcji sałatek i surówek przy ulicy Leśnej w Lublinie. Inspektorzy odwiedzili punkt o godzinie 3 w nocy. Była to kontrola po interwencji konsumenta.

 

Niestety pracownicy nie wpuścili inspektorów do środka - mówi Barbara Sawa-Wojtanowicz, kierownik sekcji żywienia i żywności lubelskiego sanepidu. - Tłumaczyli się tym, że ich pracodawca zamyka ich na noc, i że nie mogą otworzyć drzwi od wewnątrz.



Inspektorzy wezwali policję. Po około godzinie zjawił się właściciel i jakby nigdy nic chciał, aby kontrola się rozpoczęła.



- Było już za późno - dodaje Sawa-Wojtanowicz. - Za niedopuszczenie do kontroli grozi grzywna. Skierowaliśmy już wniosek o ukaranie do Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lublinie.

 

(tom)