Ludwik Dorn: System, który stworzyłem, sam mnie pożarł

    Ludwik Dorn: System, który stworzyłem, sam mnie pożarł

    Wiktor Świetlik

    Kurier Lubelski

    Kurier Lubelski

    Z Ludwikiem Dornem, posłem niezrzeszonym, rozmawia Wiktor Świetlik.
    Był Pan głównym aktywistą PiS-owskim, dziś Pan jest głównym recenzentem i blogerem politycznym. Proszę więc o kilka cenzurek - najpierw pomysłu Platformy na odcięcie partii od pieniędzy publicznych.

    Jedyny jego cel to poprawa wizerunku P O. Przecież Platforma wie, że jej propozycja zmiany ustawy o finansowaniu partii politycznych nie ma szans.

    Nie powinniśmy nic robić?

    Jakieś czasowe cięcia i ograniczenia powinny być, ale nie całkowite zablokowanie pieniędzy.

    Jest Pan ojcem obecnego systemu finansowania partii, który przyczynił się do scentralizowania władzy w partiach. A to wielu polityków, Pana także, z nich wykluczyło. Czy nie stał się Pan politycznie, niczym król Teb Lajos, ofiarą swego dziecka?

    W jakimś sensie tak. Ale czym są losy jednego Ludwika Dorna w proporcji do interesów RP?

    Przecież Pan krytykuje ten proces, który zaszedł w PiS.

    Nie tylko w PiS, ale także w PO. Ja bym to określił jako dziecięcą chorobę nieefektywnej oligarchizacji. To przejściowe. Z czasem system stanie się efektywny. Bez tej ustawy partie polityczne mogłyby być albo organizacjami dziadowskimi, albo skorumpowanymi. Albo jednym i drugim.

    Pisząc tę ustawę, wzorował się Pan na rozwiązaniach stosowanych we Francji i w Niemczech, ale tam część funduszy kierowana jest na rozmaite fundacje, think tanki, idee. U nas nadwyżki idą w propagandę.

    I w Polsce jest powołany z mocy ustawy Fundusz Ekspercki, na który musi iść określony procent partyjnej subwencji. Proszę jednak sobie sprawdzić, jak to u nas wygląda. Partie zajmują się głównie myśleniem nad tym, co by tu zrobić, żeby skuteczniej przekonywać do siebie ludzi, analizą sondaży i tym podobną "wymianą idei".

    Pana ustawa odmóżdżyła partie polityczne. Nie może pan zwalać na nią winy za wszystko.

    To kwestia doświadczenia. Faktycznie, w Niemczech, we Francji czy w Wielkiej Brytanii istnieje przeświadczenie, że jak się bierze władzę, to po to, by po wyborach coś z nią zrobić. Tam partie realnie inwestują w prace programowe, przygotowanie do rządzenia. Ale sądzę, że po obecnej kadencji i rządach PO w Polsce też takie przeświadczenie zacznie narastać. Wówczas polityczne pokłosie da ten system finansowania partii, który mamy dziś.

    Zatrzymajmy się w momencie, w którym system jest dzisiaj. Pana zdaniem Tusk dobrze się znalazł w sprawie senatora Misiaka?


    Dość sprawnie. Zrobił to, co do niego należało. Skłonił Misiaka do odejścia, poinformował opinię publiczną, CBA bada Agencję Rozwoju Przemysłu... Nie wiem, co jeszcze miałby zrobić.

    Dostrzega Pan kryzys formacji rządzącej?

    Formacja rządząca, czyli PO, jest w dobrej kondycji. Zawdzięcza to w dużym stopniu sytuacji, w jakiej znalazł się PiS, sposobowi, w jaki ta partia jest zarządzana, i kiepskiej jakości przywództwa. Siłą PO jest brak alternatywy.

    Historia przyznała Panu rację?


    Tak. Jak widać, słabość rządu nie musi się przekładać na wzrost poparcia opozycji. Dziś rząd jest w zadyszce, a mimo to PO ma ogromne poparcie.

    Cieszy Pana powrót Mariana Krzaklewskiego?


    Nie mam jakiegoś osobistego stosunku do niego. Na pewno to mnie nie martwi.

    Kiedyś zdezerterował Pan z jego okrętu pod banderą AWS i przeszedł do opozycji.


    Wiedziałem, jak to się wszystko skończy. Słyszałem jednak, że później sprawnie reprezentował związek w Komitecie Społeczno-Ekonomicznym UE.

    Jak Pan ocenia grę skrzydłami przez PO? Tu Krzaklewski, tam Danuta Hübner.

    To bardzo zręczna gra. Niweluje negatywne skutki rozczarowania rządami PO.

    Widzi Pan to rozczarowanie?

    Oczywiście.

    W sondażach jakoś go nie widać.

    Właśnie ze względu na brak alternatywy.

    Źle Pan ocenia walkę z kryzysem autorstwa PO?

    Jaką walkę?

    No, choćby utrzymywanie dyscypliny budżetowej.


    Tyle że nie ma żadnego aktu prawnego, który legalizowałby tę dyscyplinę. Dziś nikt nie wie, na ile uchwalony budżet obowiązuje, a na ile wydatki zostaną obcięte. To prowadzi do chaosu i anarchizacji. Rodzi nieufność w kryzysie. I to największy grzech przeciwko RP, jaki ta ekipa popełnia.

    A Pan jak by to zrobił?


    W jedyny sposób, w jaki rząd może zablokować wydatki, mając nad tym kontrolę. Używając artykułu 155 ustawy o finansach publicznych, czyli przyjmując blokadę wydatków w określonych działach, do określonej wysokości.

    Martwi Pana fakt, że PO dogaduje się z SLD w sprawach ustawy medialnej?

    Zdziwię pana. Cieszy. Uważam, że to ostatni gwóźdź do trumny dla formacji postkomunistycznej, która dziś dogaduje się z tą partią, która choćby odebrała przywileje esbekom czy generałowi Jaruzelskiemu. Natomiast martwi, że ceną za to będzie zniszczenie mediów publicznych.

    Sądzi Pan, że Jarosław Kaczyński lepiej poradziłby sobie z kryzysem niż Tusk?

    Szczerze?

    Bardzo proszę.

    Nie wiem. Obecny Jarosław Kaczyński mógłby mieć z tym problem. Ale Jarosław Kaczyński sprzed trzech lat powinien sobie poradzić w niej.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo